Witajcie, zacznę spokojnie, boponoszą mnie nerwy. Zacznę na razie od zmian jakie zaszły na stronie. W końcu zmieniłam wygląd strony i wydaje się bardziej przejżysty, a skoro jest to blog poświęcony moim pracom, będę szkicowała każde notki. Co to znaczy? Będę dodawała czasami skromne rysunki przedstawiające mnie bądź jakąś sytuację, którą chcę wam zilustrować.
Myślę, że to może się udać. Otóż teraz zacznę od tych smutnych rzeczy. Od 3 tygodni z córką choruję, grypa. Po 2 tygodniach dostałam w końcu antybiotyk! Ale moja córka nie… Hana dalej męczyła się z wysoką gorączką i ledwo oddychała przez zatkany nos. Lekarz – nazwijmy go Khal (hindus) mówił, że Hanie przejdzie po 2 tygodniach a jej się pogarszało. Dwa razy u niego byłam na Emergency (nagłe wypadki).  Hana coraz słabsza, nie mogłam patrzeć na jej cierpienie…

Na następny dzień, po drugiej wizycie u doktora Khal’a, nad ranem myślałam, że córka właśnie się załatwia w pieluszkę, pomyślałam – poczekam, aż skończy. Lecz nagle jej odgłosy przerodziły się w próbę łapania oddechu. Podbiegłam do łóżeczka i patrzę, a córka przestała oddychać. Nie mogłam nawet jej ust otworzyć. Zaczęła siętrząść, jakby miała padaczkę. Ze strachu szybko zaczęłam działać. Złapałam ją, reanimowałam i zadzwoniłam na pogotowie. Durna baba kazała mi opisywać co jest a ona ledwo oddychała! W końcu karetka pojawiła się i zabrała nas do szpitala w Worcester. Pan z karetki był kochany dla Hany i nawet dał jej misia. Gdy obniżyli jej gorączkę, kazali mi iść do domu. Nie dali nic jej innego niż paracetamol. Haniuni nie przeszło. Znów miała temperaturę.
Pojechałam do pracy, ledwo mogłam się skupić na robocie, a sprawdzanie jakości produktów jest ważne inaczej mogę stracić tę pracę. Jednakże pracownicy i pracodawca byli wyrozumiali. Cieszę się, że trafiłam właśnie do takiej firmy.
Na następny dzień zadzwoniłam do przychodni gdzie pracuje doktor Khal. Powiedziałam, że nie chcę go już nigdy więcej widzieć, że mówił, że z Haną będzie w porządku a trafiła do szpitala na następny dzień i że rządam widzenia się z moim lekarzem (któremu ufam i ogólnie prowadzi ową klinikę). Ponieważ było późno, nie dałam rady pójść osobiście z nią, bo musiałam do pracy, natomiast moja siostra poszła. Lekarz przepisał jej antybiotyk i… Hana wraca do zdrowia, śmieje się, bawi, je za dwuch. W końcu odzyskałam córkę, ale jakim kosztem? Lekarza idioty?! Jak można w ogóle takich ludzi przyjmować do kliniki, co ryzykują życie małego pacjęta?!

Jestem zapracowaną mamą. Pracuję od poniedziałku do piątku, gotuję, sprzątam, uczęszczam na kursy z angielskiego i matematyki. Mało mam czasu na kontynuowanie komiksu, ale rozdział czwarty już w drodze. Wiem, że zawalę matematykę moimi nieobecnościami na zajęciach, ale co poradzę? Ojciec dziecka dalej w Polsce. Jeszcze 3 miesiące do jego przeprowadzki. Ja już fizycznie opadam z sił. Jako niepełnosprawna kobieta jest mi ciężko, a niepełnosprawna mama – to wyzwanie. Ale nie oddałabym tego za nic. Macierzyństwo jest piękne.
Życie układa się swoim torem, ponieważ wszystko co i kto nas otacza ma wpływ na nasze życie, może i nieświadomie. Ale tak jest.
W ramach czekania na kolejny rozdział Kronik Laosu chcę wam pokazać nowy rysunek, związane z KPKL. Jeśli się uda, rozdział ukaże się jeszcze przed moim wylotem do Polski.