Witajcie. Moje oko wraca do normy, więc dziś możecie zacząć czytać kolejny rozdział Chat Love. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jedyne opowiadanie jakie w sumie dokończyłam. Pracuję jeszcze nad opowiadaniem Kwiatu Paproci, który jest kontynuacją komiksu. Cóż. Na dziś jednak Chat Love.

_____________________________

Ruszoffa_Rolka: Ojciec Rydzyk ogłosi już wkrótce listę stadionów, które po małej wpłacie na konto Radia Maryja będą mogły ubiegać się o imię Jana Pawła II !

Tak rozpoczęłam dzień. Jest zaledwie siódma rano, a ja już weszłam na czata. Czasem zastanawiam się, czy nie uzależniona jestem od tego świata. A czat to zupełnie inny świat. Różni się od tego, w którym ja żyję. Ale jeśli ludzie z czata wcielają się w prawdziwe postacie… Bywa groźnie. Dziś miał zadzwonić do mnie Igna. Całą noc nie spałam. Nie mogłam zrozumieć, co on chce ode mnie. Znaczy się… Wiedziałam co chce. Chciał się spotkać. Znów. A ja? Ja nie byłam do końca pewna, czy ja tego chcę. Wiem, Ignac jest po prostu boski! Jak model z okładki magazynu dla kobiet. Ale jednak… Po tym, jak stwierdził, że jestem ładna, mam pewne obawy. Czekam. Godzina siódma rano, a ja już uzależniona prawdopodobnie od czata, siedzę i czytam dowcipy. Ruszoffa_Rolka jest z nami od miesiąca. Na prawdę spoko babka z niej. Widać po avatarze, że jest na prawdę piękna. Sama do końcu nie wiem, ile ma lat. Chyba dziewiętnaście. Ale nie byłam do końca pewna. Zawsze zasypywała nas żartami. A że euro 2012 zbliżało się, lubiła coś dodać od siebie na ten temat.

Ruszoffa_Rolka: Wy w ogóle nie znacie się na żartach. To zwykły dowcip był. A wszyscy milczycie jakbym zabiła wam żółwia. 

Ruszoffa_Rolka: A znacie się może na Angielskich żartach? Może to was rozrusza?!

Ruszoffa_Rolka:  W Londynie w czasie II wojny światowej na jednym z domów umieszczono napis: „Zapisz się do wojska, do sekcji skoczków spadochronowych. Teraz bardziej niebezpiecznie jest przejść przez ulicę, niż skoczyć ze spadochronem.” Pod spodem ktoś dopisał: „Chętnie bym się zapisał, ale biuro jest po drugiej stronie ulicy”.

Znów nikt nie odzywał się. Rolka na darmo się produkowała. Nie wiem sama po co to pisała. Pewnie wszyscy byli jeszcze zajęci porannym parzeniem kawy, lub robieniem rodzinom kolacji. Zaciekawił mnie fakt, że na czacie nie było od wczorajszej rozmowy o spotkaniu ze sobą MEG_78 i De_De. Mieli się wczoraj spotkać. MEG_78 nie miała szczęśliwego pożycia małżeńskiego. Mąż ciągle w delegacjach. Zapewne miał gdzieś kogoś na boku. A co miała zrobić matka 7 letniego synka? Pewnie nudziło jej się w swoim mieście i nie raz myślała o porzuceniu męża i znalezieniu sobie kogoś odpowiedniego. Lecz trzymało ją dziecko. Mały Robercik. Chwaliła się jego zdjęciem. Mówiła jaki to kochany.
Skąd tyle wiem? Ciekawe pytanie. Siedząc na czacie, można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, choćby śledząc rozmowę na ogólnym. Przecież nie wiem co piszą na privach. Ja nie miałam ze wszystkimi tak dobrego kontaktu jak z profesorem Fryderykiem, Ignacym i Mateuszem. Fryderyk zawsze, ale to zawsze doradzał mi w sprawach malarstwa. W końcu wykłada w Katowicach na ASP.

PRINCESS_LOM: Najlepszym dowodem na to, że w kosmosie istnieje inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują.

Ruszoffa_Rolka: Ahaha. Dobre! Nie wiedziałam, ale ma to w sobie ziarenko prawdy. 

Kris_70: Jakby nie patrzeć, racja.

Poprzez dodanie tego, jakże banalnego żartu wywiązała się dość długa dyskusja.
Czas leciał, a ja dalej czekałam na telefon. Gdy już odeszłam od komputera i wlazłam pod kołdrę, do niepościelonego jeszcze łóżka, w pokoju rozległ się dzwonek. To dzwonił mój telefon. Sięgnęłam z łóżka do nocnej szafki po niego. Spojrzałam. To dzwonił Prorok_Igna. Odebrałam.
– Tak? Słucham?
– Cześć Lomcia! – usłyszałam nutkę radości z jego strony. – Co dziś robisz?
– Dziś? – chwilę milczałam, bo zastanawiałam się, czy spotkać się z nim. – Nic. Nic szczególnego. A coś się stało? – zdecydowałam! Pod nosem uśmiechałam się. Przecież mogłam normalnie zacieszać, ale nie. Jakbym miała wrażenie, że widzi mnie i po co ma oglądać rogala na mojej twarzy.
– Masz tak za godzinkę czas? Moglibyśmy gdzieś skoczyć na lody czy na kawę.
– Nie ma problemu. Spotkajmy się pod teatrem. Jak ostatnio. Na bankowej podają przepyszną kawę. A ja teraz potrzebuję kofeinki.
– Nie ma problemu. To do później – po tych słowach rozłączył się. Mi serce waliło jak oszalałej. Nie wiedziałam co mam zrobić. A to był dopiero początek mojej mordęgi. Czy jednak mordęgi? Bardziej stres mnie zżerał. Nie wiele myśląc napisałam do Ulryki, że mam dziś spotkanie z Ignacym – ponownie. Ta odpisała mi „xD”. Ciekawe sformułowanie ostatnio. Często spotykam się z tymi znaczkami. Sama do końca nie rozumiem co one oznaczają.
Nadeszła godzina prawdy. Ubrałam się w najlepszą różową sukienkę jaką miałam. Chciałam dziś być w tym kolorku. Na dworze grzało pełną gębom. Nie chciałam stroić się. Ale jednak… Umalowana byłam, że pożal się Panie Boże… W taką parówę malować się… Coś niesamowitego. W dodatku założyłam te okulary-muchy. Pewnie wyglądałam komicznie, ale Ignac oczywiście twierdził inaczej.
Poszliśmy na ulicę bankową. Do filharmonii. Tam znajdował się dobry pub. Uwielbiałam go, tym bardziej, że obowiązywał tam całkowity zakaz palenia papierosów. Nienawidziłam tego gówna.
– Jak tam czujesz się przed spotkaniem z Wilhelmem?
– Jakim kurde Wilhelmem!?! – zapytałam zaskoczona. Nie znałam nikogo o tak „przyjebanym” imieniu.
– No Remiza. Tak ma na imię. Zabawne ale prawdziwe. Sam byłem w szoku. Fajny koleś, w życiu nie spodziewałem się tak ciekawej postaci o tak zabawnym imieniu.
– No to mnie zaszokowałeś. Po prostu nie wiem, co Ci odpowiedzieć.
– Nic.
Zapadła niezręczna cisza. Za chwilę Ignacy chwycił mnie za rękę. Zrobiłam się momentalnie czerwona. Zaczął się zbliżać z jednego końca stolika do mnie. Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć i jak wyjść z tej niezręcznej dla mnie sytuacji. Nagle coś mnie uratowało z tej sytuacji! Tak! Telefon od mamy. Musiałam odebrać! Zabrałam swoją rękę i szybko sięgnęłam do torebki po telefon.
– Tak mamo?
– Klaudia, przyjdź do domu. Muszę szybko uciekać do sklepu po ziemniaki a rosół już się gotuje, ktoś musi przypilnować. Bo ja nie dam rady. – Mama jak zawsze gotowała pyszny obiad i jak zawsze zapomniała coś dokupić.
– To ja kupię ziemniaki a ty siedź przy zupie. Zaraz będę. – Odłożyłam telefon. Spojrzałam na Ignacego, był troszkę zażenowany. Zupełnie jak ja. Wiedział, że muszę już uciekać – bo mama. Może mam już te swoje lata, ale mamie nigdy nie odmówiłam pomocy. Szybko wstałam, pożegnałam się i pobiegłam. Może z jego perspektywy wyglądało to jakbym biegła, bo się śpieszę; a tak na prawdę uciekałam przed nim. Brzmi to może śmiesznie. Ale czułam się jednak zbyt niezręcznie. Nie chciałam, by świat z czata aż w takim stopniu pojawił się i zapanował nad moim życiem. Nie chciałam żadnych romansów ani randek. Wbiegłam do biedronki, koło domu i zakupiłam te mamine ziemniaki. Wychodząc ze sklepu nie śpieszyłam się. Myślałam. A nad czym? Nad Wilhelmem. Cóż to za imię? Czy prawdziwe, czy tylko Ignacy chciał, bym nie spotkała się z Remizą specjalnie, by mieć mnie tylko dla siebie? W życiu mi takie głupoty nie przychodziły do głowy.
Nadszedł wieczór. Mój telefon milczał. Czyżby Prorok_Igna obraził się na mnie za tą ucieczkę?
Usiadłam przy komputerze. Weszłam na czata. Zobaczyłam, że Igna jest. Ale nie odzywałam się. Milczałam. Sam na ogólnym do mnie napisał, że cieszy się ze spotkania dzisiejszego mimo, że tak krótkie było. Mnie zatkało. Musiałam z kimś o tym porozmawiać! Napisałam na privie do Ulryki. Odebrała.

BacMojaMaskotka: Coś się stało Klaudia?

PRINCESS_LOM: No oczywiście!

I zaczęłam jej pisać wszystko. Co się działo i co wówczas czułam. A sama do końca nie wiem, co tak na prawdę czułam. Przystojny chłopak, z klasą; a ja mała, szara… ups, sorry, wówczas różowa myszka, nie wiedziała jak się zachować. Żenujące. Ale prawdziwe… A to najbardziej boli.
Wyłączyłam cały sprzęt i poszłam się kąpać. Nagle dostałam smsa. Nieznany numer. Zaczynał się na 782 kończył 789. Treść była taka: ” Cześć Lom. Tu Remiza. Co u Ciebie?”. Skąd miał on mój numer telefonu? Nie zastanawiając się odpisałam: „Kąpie się, później się odezwę”, lecz nie odezwałam się aż do następnego dnia.

n1