Delphine Rozdział 1 – Utrata jest bolesna, ale twoje czyny w trakcie takiego bólu mogą prowadzić do czyjejś śmierci.

Był oparty o ścianę, w ciemnym pomieszczeniu. Naprzeciw stał mały stolik i dwa krzesła. Nastoliku butelka najlepszego wina jakie miał. Pomieszczenie śmierdziało wilgocią i piwem. Nieopodal znajdował się bar i wiecznie były w nim zamieszki. Kilka razy sam wplątał się w bujkę za samo spojrzenie krzywo na maga. Lecz on nienawidził magów. To oni zniszczyli mu życie. Kiedy poznał ukochaną, przekonał się, że nie każdy mag jest zły. Lecz od kilku miesięcy niepisała. Nie było śladu po niej, choć starał się nawiązać kontakt z każdym ze starej ekipy, nawet Andersem.

Do pomieszczenia zapukał ktoś i wcisnął między szparę do drzwi list.
– Leto. – Usłyszał zza drzwi. -To do ciebie.

– Ile razy mam ci powtarzać, nie nazywaj mnie już tak. – Podszedł do drzwi i podniósł list. Widniał na nim pieczęć z Fereldenu. To musiał być list od niej.- Nazywam się Fenris. Zrozumiałaś? – Zapytał. Głos zza drzwi odpowiedział i po chwili Fenris słyszał już tylko kroki dchodzącej osoby.

Podszedł do stolika i usiadł wygodnie rozpieczętowując list. To nie była wiadomość od niej, lecz od poczciwego krasnoluda. To co przeczytał w korespondencji automatycznie wywołało w nim wściekłość i łzy popłynęły mu popoliczkach. Starał się nie ponieść emocjom. Chciał przyjąć to z godnością, z cierpliwością, tak jak ona go tego uczyła. Jeszcze raz spojrzał na list.

Fenris. Hawke nie żyje. Wybacz. Varric Tethras.”

Elf nie wytrzymał. Jego tatuaże z lyrium zaświeciły się. Machnął ręką, strącając przy tym butelkę wina. Zerwał się z krzesła i rzucił stolikiem o ścianę, tak iż ta się rozpadła w drobny mak. Wrzeszczał jakiś czas do ścian po czym skulił się w jednym z kątów i zamilkł. Elfka zza drzwi słyszała ten płacz, płacz utraconej miłości, krzyk złamanego serca. Wiedziała, że Fenris kocha czarnowłosą magiczkę, mimo iż sam nie znosił magów. Tylko dzięki walce jej i elfa uwolniona została spod władzy Tevinterskich Magistrów. Delphine zawdzięczała im życie. Lecz magiczka już od dawna nie odzywała się.

Zachowanie Fenrisa wiele razy denerwowało elfkę, nie rozumiała czemu musi być tak porywczy. Widziała jednak, że przy Hawke jest on inny, miły, czuły. To jak na nią patrzył, też tego pragnęła kiedyś zaznać, takiej prawdziwejmiłości. Od niego.
Stała przed drzwiami, kręcąc palcem wskazującym loczki w swoich długich, czarnych włosach. Dotknęła drugą ręką swojej blizny na twarzy, szła jej powyżej prawego oka w dół, przez nos aż kończyła się trochę poniżej jej ust. Od ust odchodziła jeszcze jedna blizna, w górę ku lewemu oku, lecz kończyła się w połowie policzka. Wiedziała, że to ją szpeci i że żaden elf nigdy nies pojrzy na nią. Bała się samotności, dla tego od momentu wyzwolenia od Magistra Hakliusa trzymała się blisko Hawke i Fenrisa. Uratowali wiele elfów spod władzy magów. Hawke proponowała, że dzięki magii może zakryć jej blizny na twarzy i ciele, jednak Delphine nie zgadzała się, chciała by jej przypominały o tym jak głupia była i jakie życie prowadziła. Jak zasłużyła na te znamiona. Miały pokazywać jej kim kiedyś była i dodawać jej sił w byciu kimś nowym. W końcu od ponad roku była wolna. Niewolnictwo nauczyło ją wielu rzeczy, w tym, że jeśli ktoś ci ratuje tyłek, trzeba kiedyś będzie i tej osobie uratować. Fenris płakał. Spodziewała się najgorszego. Silny i porywczy elf nigdy nie wydobył z siebie łez, nigdy, lecz tego wieczora Delphine poznała inną stronę białowłosego.

Tak jak Fenris i Hawke, Delphine dołączyła do podziemnej rebelii. To w końcu Fenris i Hawke ją stworzyli. Elfy i ludzie zbuntowani przeciwko magom, mieli walczyć o wolność, uwalniać niewolników. Widziała wiele razy jak Fenris ratował dzieci, przy nich wykazywał się delikatnością, której nie znała na początku, zawsze był surowy. Jego kobieta była inna. Hamowała jego napady gniewu, widać,że mieli niezwykłą wieź między sobą.
– Delphine. – Nie odeszła zbyt daleko by nie usłyszeć. – Umiesz pisać, prawda?

– Tak.

– Napisz list do Inkwizytorki Levallan. Podyktuję ci. – Powiedział i uchylił drzwi. Elfka weszła, próbując zakryć swoimi włosami obrzydliwą szramę. W pomieszczeniu było ciemno, mimo to światło świec ukazywało zniszczenia jakie elf spowodował. Jedno krzesło ostało się. Fenris skierował swoje spojrzenie na nie, to oznaczało, że elfka ma usiąść na nim – usiadła. Białowłosy elf podał jej kartkę i pióro z atramentem.

– Pisz, wyraźnie. Niech suka się rozczyta. – Powiedział i zacisnął pięści. Delphine czekała na pierwsze słowa zamaczając pióro w atramencie.

– Do Inkwizytorki Levallan. -Rozpoczął. Delphine zapisała. – Ty wredna suko. – Delphine spojrzała na niego, elf swoim wzrokiem rozkazał jej pisać to, więc napisała, choć uważała to za niestosowne. Jednak nie miała chęci kłócić się już z rozwścieczonym Fenrisem. – Zabiję cię. Fenris.

– Czy aby na pewno chcesz to napisać?- Zapytała spoglądając na świecącego ze złości elfa. -Będziesz miał całą Inkwizycję na głowie.

– Jebie mi to. Pisz.

– Dobrze. – Dopisała ostatnie słowa i podpisała za Fenrisa. Widziała, że elf ma zaczerwienione oczy. Widziała jego złość, pragnął zemsty. Odważyła się w końcu zapytać: – Co się stało?

– Hawke nie żyje.

Delphine serce stanęło na chwilę. Poczuła jakby ktoś uderzył ją w klatkę piersiową. Lubiła tę magiczkę, była jak siostra dla niej.

– Po co ten list do Inkwizytorki? -Zapytała.

– Hawke miała pomóc Inkwizycji w ujażmieniu Szarych Strażników na terenie Fereldenu. Tak strasznie przejęła się losem Alistaira i jego trupy! Pieprzeni Strażnicy! Pisz kolejny list. Do Weisshaupt. – Podał jej kolejną kartkę. Usłuchała. – Alistair, lepiej byś nie wchodził mi teraz w drogę. Zniszczyłeś mi życie i odebrałeś je Hawke, jestem tego pewny. Przecież to przez ciebie odeszła ode mnie. Ze mną byłaby bezpieczna, ty wszystko schrzaniłeś. Jeśli cię spotkam, obiecuję, że cię zabiję.

– Mam się podpisać? – Zapytała.

– Tak. Podpisz Fenris. Wyślij. Natychmiast.

– Jest noc. Nie da się w nocy wysyłać listów, wszystko zamknięte.

– To poślij kogoś na koniu, nie wiem! Zrób coś, natychmiast! – Delphine wstała, trzymała listy w rękach. Fenris spuścił głowę, odwrócił się. – Wyjdz, już!

Delphine podeszła do elfa, jedną ręką poklepała go po plecach. Był ubrany w normalną białą koszulę i brązowe spodnie, nie miał na sobie swojej zbroi; dzięki czemu mogła poczuć gorąco jego tatuaży z lyrium.

– Fenris… – Zaczęła mówić, niewiedziała jak pociągnąć dalej, przełknęła ślinę. – Czy…Czy Hawke cię zostawiła dla Alistaira?

Ciepło jego tatuaży zwiększyło się, aż parzyło. Zabrała rękę z jego pleców. Nie płakał,wręcz przeciwnie, uśmiechał się. Był to uśmiech pełen nienawiści, lecz jego oczy były pełne smutku. Coś się wydarzyło czego Delphine nie wiedziała. Była pewna, że układało się między Hawke i elfem, ale najwidoczniej były to pozory.

– Del, ona nas zostawiła dla SzarychStrażników. Nie tylko mnie.

– Ale… Fenris, ja myślałam, że wy…?

– Dobrze myślałaś, ale to już przeszłość. Wielki Alistair, pogromca Plagi zawrócił jej wgłowie i po prostu… odeszła. Wiedziałem by nie ufać temu debilowi. – Walnął ręką w ścianę, krew spłynęła ze ściany. Musiał mocno walnąć – pomyślała Delphine.

– Fen… – Stanęła w pół słowa. Zawsze lubiła elfa, ale nie chciała wkraczać między nim a magiczką. Postanowiła zapomnieć o uczuciach i skupić się na wyzwoleniu niewolników. – Fenris. Jakbyś potrzebował wygadać się, wiesz gdzie mnie znaleźć. – Wykrztusiła z siebie i wyszła z pokoiku.

Przeszła przez lekko oświetlony korytarz, mijała wiele drzwi. Wiedziała, że za nimi znajdują się uratowani niewolnicy, śpią. Ona nie mogła spać, po prostu miała taką noc. Zeszła po schodach do piwniczki. Minęła kuchnię poczym skręciła w lewo i otworzyła drzwi do swojego pokoju. Jako jedyna miała własny pokój. Wiele dzieci bało się jej, ze względu na blizny na ciele i twarzy. Poprosiła Fenrisa o własne pomieszczenie. Nie chciał się zgodzić ale po wielu godzinach przekonywania, dał jej mała spiżarkę nieopodal kuchni, którą Delphine przeobraziła sobie w skromny pokoik. W środku nie było okien. Posiadała kilka świeczek na małym stoliczku, mały kufer z jej rzeczami i materac na podłodze do spania. Nie było zbyt wiele miejsca by poruszać się. Dwie osoby w tych warunkach to byłby tłok. Cieszyła się ze swojego małego konta. Nikogo nie straszyła swoją twarzą. Zawsze była ubrana w przyduże ciuchy, tylko po to, by zasłaniać siniaki i blizny na ciele. Była wręcz poturbowana. Jej ostatni „pracodawca” znęcał się nad nią fizycznie i seksualnie. Pracowała u niego jako ekskluzywna prostytutka dla magówkrwi, tych co nie znali litości i znęcali się nad każdą ofiarą. Pewnego razu znudził się nią i miał oddać na jeden z rytuałów, miała umrzeć, lecz wówczas pojawiła się Hawke z Fenrisem i całą gromadą elfów. W ostatniej chwili ją uwolnili. Była jużprzywiązana do stołu rytualnego, naga, ledwo przytomna i odurzona jakimiś specyfikami. Wówczas widziała jak Fenris podbiegł do magiczki, która stała nad nią z nożem wymierzonym w Delphine klatkę piersiową. To co zobaczyła, myślała, że to jakaś nowa sztuczka magiczna, albo efekt odurzenia. Białowłosy elf zaczął świecić, po czym włożył swoją rękę w klatkę magiczki. Z jej ust poleciała krew, on wyjął rękę, lecz nie było śladu dziury po ranie. Kobieta padła na ziemię w konwulsjach i umarła. Fenris nachylił się nad nią. Te jego oczy, nigdy ich niezapomniała. Miał pełne współczucia. Ktoś jej współczuł, poraz pierwszy. Krzyknął coś do kogoś. To ostatnie co pamiętała z uwolnienia jej. Już później obudziła się tutaj, w tym wielkim,opuszczonym budynku w środku lasu. Wśród swoich, niewolników, lecz już wyzwolonych, tak jak ona. Była wolna. Wielu z uratowanych odeszło, próbowało znaleźć najbliższy klan Dalijczyków i dołączyć, inni pozostali i walczyli razem z Hawke i elfem. Ona też postanowiła zostać, mogła się przydać. Znała większość magów krwi w okolicy, poza tym chciała odwdzięczyć się za ratunek. Możei ona kiedyś by ich uratowała.

Położyła listy na stoliku, wyjęła z kufra ulubioną książkę i położyła się na łóżku, zaczęła czytać. Była w szoku, że ktoś dalej urzęduje w kuchni, ciągle słyszała kroki, to w jedną stronę, to w drugą. Ucichały i znów było je głośno słychać. Czasem jakiś garnek wydał dźwięk. Ktoś zapukał do jej drzwi. Kto to może być o tej porze? -pomyślała. Było już grubo po północy. Otworzyła drzwi. Stał przed nią. Nie było widać jego oczu zza białej grzywki.

– Fenris? Chciałeś pogadać?

– T… Tak. Mogę?

– Mam tu dość mało miejsca, może…- nie dokończyła zdania,  elf rzucił się na nią w gradzie pocałunków. Popchnął ją delikatnie do środka i zamknął drzwi. Znów zaczął całować jej usta, namiętnie z pasją. Delphine nigdy nie była tak całowana, podobało się jej. Jego usta schodziły niżej, na szyję. Zacisnął mocno ręce na jej pośladkach i lekko uniósł. Posadził ją na stoliku, zrzucając świeczkę, którą nogą rozdeptał i przestała dawać światło. Było bardzo ciemno, nic nie było widać, elfka jedynie czuła jego silny i zdecydowany dotyk, lecz mimo wszystko delikatny. Zaczął odpinać jej koszulę, jego język osuwał się z szyi w stronę jej klatki piersiowej. Zaczął pieścić jej piersi. Jęknęła. Takiego czegoś pragnęła z jego strony od wielu miesięcy,  rozumiała czemu przyszedł właśnie teraz. Podejrzewała, że rozpacz go tu przywiodła. Wiedziała, że to będzie tylko taka jedna noc. Jej jedyna szansa by mieć Leto… Fenrisa dla siebie. Podwinął jej spódnicę i osunął jej majtki, swoimi palcami zaczął pieścić jej łechtaczkę. Była mokra i pragnęła go. Odkąd pamiętała. Odkąd go poznała. Zakochała się w jego oczach. Usłyszała jak odpina swoje spodnie. Wiedziała, że czas by wszedł w nią. Tego chciała i tak sięstało. Najpierw delikatnie, nie był pewny siebie. Elfka ugryzła go delikatnie w ucho. Jęknęła. Był już głębiej. Poruszał się zgracją. Delikatnie, później szybciej i mocniej. Miała wrażenie,że cały dom słyszy jej krzyki. Zrzuciła go z siebie, opadł na jej materac. Teraz była jej pora. Nie widziała jego reakcji, jego twarzy, po omacku szukała jego członka. Znalazła, usiadła. Sama zaczęła poruszać się z gracją na nim. Jęczała, krzyczała. Czuła jak elf dotyka jej piersi i pieści je. Sam zaczął jęczeć. Po chwili tatuaże Fenrisa zaczęły świecić, rozjaśniając powoli pomieszczenie. Widział ją, widział jej twarz, jej ciało, pełne znamion, mimo to nie brzydził się. Dalej byli pogrążeni w namiętności. Złapał ją za włosy i lekko pociągnął ku sobie,by ją pocałować. Znów zmienili pozycję. Obrócił ją tyłem do siebie, lekko wszedł w nią. Znów jęknęła. Zaczął powoli ,później przyspieszył. Im bardziej Delphine krzyczała tym szybciej poruszał się elf. W pewnym momencie w pomieszczeniu było jaśniej niż w dzień. Lekko niebieska poświata otaczała ich. W momencie jak oboje doszli, w tym samym czasie. Poświata znikła. Oboje opadli na materac. Delphine leżała na brzuchu z głową odwróconą od białowłosego. Ten leżał na plecach patrząc w ciemność. Po chwili zasnął. Ciemnowłosa elfka poczekała, aż elf zaśnie głęboko, po czym wtuliła się w jego rozgrzane ciało. Było idealnie, tylko żałowała, że żeby doszło do tego, Fenris musiał stanąć w obliczu tragedii i rozpaczy. Wiedziała, że jak się obudzi, jego już tu nie będzie. Nie chciała zasnąć, lecz zmęczenie dało górę.

Obudziła się rano jak on wychodził .Nie odezwała się. Wstydziła się tego co zaszło zeszłej nocy, lecz również cieszyła się z okazji. Miała wyrzuty sumienia, w końcu Fenris by łkiedyś z Hawke, a ona ją traktowała jak siostrę. Jednak Hawke nie żyje i musieli oboje się z tym pogodzić i pójść do przodu. Fenris już nigdy nie spojrzy na mnie tak jak kiedyś – pomyślała. Czuła się jak tania dziwka. Kiedyś nią była, za miskę jedzenia zrobiłaby wszystko, czy to było tak samo, za cenę wolności musiała oddać swoje ciało… Jemu?