Deplhine Rozdział 2 – Nie każdy znosi prawdę. Prawda bywa bolesna.

– Delphine, podejdź tu. – Powiedział Ivahal, jeden z głównodowodzących operacjami. Delphine posłusznie podeszła do stołu, przy którym znajdowała się siostra Ivahala – Emahi oraz Fenris.

– Po co ona nam tu? – Burknęła krótko ścięta elfka o włosach koloru słomy. Wysoki, łysy Ivahal zganił młodszą siostrę. Delphine zasłoniła włosami twarz, kątem oka obserwowała Fenrisa, czy patrzy na nią. Unikał wzroku. Była zła, powinna powstrzymać go, oraz siebie, ale tak bardzo pragnęła go.

Popatrzyła na mapę, która znajdowała się na stole. Łysy elf wskazał palcem na jeden punkt. Wiedziała gdzie to jest i kto tam mieszka.

– To niebezpieczne, wiecie o tym? – Skomentowała. Wszyscy milczeli. W końcu Fenris spojrzał na nią z wyraźną złością.

– Czy nie każda misja była niebezpieczna? – Powiedział z podniesionym głosem. – Nawet jak ciebie ratowaliśmy?

– Masz rację. – Odpowiedziała czarnowłosa elfka i spuściła głowę. – Tu mieszka magister Arrag. Jeden z silniejszych magów krwi jakich widziałam. Zwykłe zaklęcia i mikstury nam nie pomogą.

– Myślisz, że da się go ominąć by tylko uwolnić elfy? – Zapytał Ivahal.

– Jest. – Odpowiedziała. Wszyscy z zaskoczeniem spojrzeli na elfkę. Speszyła się, myślała, że patrzą na jej znamiona na twarzy. Dotknęła policzka i starała się zakryć swoje blizny. Ivahal uśmiechnął się do niej i pogłaskał po ramieniu.

– Spokojnie, opowiadaj.

Delphine przyjrzała się mapie. Wskazywała palcem kilka punktów.

– Tu, tu i tu są kanały. Płyną one pod domem Arragów. Często tam odwiedzałam znajomych. Wymykali się magom, ale któregoś dnia po prostu nie pojawili się tam. Zamurowano wejścia. Jeśli udałoby się nam wyburzyć je, ale po cichu, w nocy, jest szansa na uwolnienie niewolników.

– Niby jak mielibyśmy to zrobić bez hałasu? – Zapytała ironicznie Emahi.

– Zamilcz. – Zganił ją tym razem Fenris. Elfka tupnęła nogą i wyszła z pomieszczenia, po dordze pokazała środkowy palec do czarnowłosej. Fenris przewrócił oczami i wzdychnął.

– Mów, proszę. Jaki masz plan. – Dodał Ivahal. Złapał elfkę za ramię i ścisnął lekko. – Tylko ty znasz tutejsze miasto.

– Wiem. – Dodała nieśmiało. – Kiedyś… Kiedyś widziałam co Le… Fenris robi podczas walki. Przechodzi przez ludzkie ciało i niszczy je. Może mógłby spróbować tak z przejściem?

Fenris wybuchnął śmiechem po czym spojrzał na elfkę ze swoim ironicznym uśmieszkiem.

– Wierzysz, że mógłbym to zrobić? – Zapytał krzyżując ręce.

– Jeśli nie spróbujemy, nie dowiemy się.

Białowłosy spojrzał na Ivahala. Ten pokiwał ramionami. Spojrzeli jeszcze raz na mapę.

– Dobra. Spróbuję. – Odezwał się po chwili białowłosy. – Ale to mój ostatni taki wypad, przez jakiś czas będziecie musieli sobie radzić sami.

– Co? Nie możesz, mamy wiele pracy?! Co ty wyprawiasz? Chcesz nas porzucić?! Jak Hawke?! – Powiedział podniesionym tonem łysy elf. To wkurzyło Fenrisa. Delphine odsunęła się od mężczyzn i powoli poruszała się w stronę wyjścia. Lyrium na ciele białowłosego elfa zaczęło świecić.

– Fenris, nie. – Powiedziała głośniej Delphine. Elf złapał Ivalaha za kołnierz i podniósł do góry. Już miał przygotowaną rękę by wbić ją w ciało przerażonego elfa. Delphine nie mogła na to patrzeć. Zebrała się w sobie na odwagę, by przeciwstawić się porywczemu Leto. Podbiegła i złapała go za rękę, mocno ścisnęła.

– NIE! – Wrzasnęła na niego. Zaskoczony Fenris spojrzał na nią, po chwili zastanowienia zabrał ręce od elfa. Spuścił głowę i ruszył w stronę drzwi.

– Zróbcie to sami. Wrócę jak załatwię swoje sprawy.

Trzasnął drzwiami. Delphine pomogła łysemu elfowi oprzeć się o stół. Złapał ją za ramie w ramach podziękowań i lekko uśmiechnął się.

– Będziesz naszą drugą Hawke, widzę to. – Wymamrotał.

– Ja nie będę Hawke.

– A kim?

– Delphine.

Odeszła od stołu i wyszła za Fenrisem. Spotkała elfa już przy drzwiach wyjściowych, stał tam oparty o ścianę. Wyglądał jakby myślał o czymś. Może zastanawia się czy aby na pewno odejść od ruchu oporu? – Pomyślała. Podeszła do niego, powoli, elf bywał porywczy.

– Wychodzisz? – Zapytała niepewnie, elf dalej miał spuszczoną głowę.

– Nie wiem.

– Czy… chcesz pogadać?

– Tak jak wczoraj? Nie, dzięki.  – Spojrzał na dziewczynę. Miała jedno oko zielone, drugie białe. Wiedział, że nie widzi na jedno oko, lecz to dodawało jej uroku. Jej blizny nie szpeciły jej aż tak strasznie. Delphine miała smukła sylwetkę, długie czarne włosy i dość duży biust jak na elfkę. Nie żałował wczorajszej „rozmowy” z dziewczyną. Był zrozpaczony i potrzebował tego, czyjegoś dotyku, wyładowania emocji. Delphine była po prostu na miejscu. Pewnie gdyby to inna elfka wówczas podała mu list od Varrica, to przespał by się z nią.

Hawke zostawiła go dla Alistaira, jednego z Szarych Strażników. Alistair był w związku z jakąś elfką magiczką z kręgu maginów z Fereldenu, która też została pogromczynią plagi. Hawke to nie przeszkadzało, Strażnik od kilku lat nie miał kontaktu ze swoją kochanką przez misję, na której była. Był wierny swojej elfiej magiczce, mimo to Hawke zawsze próbowała i mimo tylu porażek lgnęła do niego jak szalona. Fenris miał tego dosyć, przed wyjazdem pokłócili się i zerwali ze sobą. Hawke miała jechać do Alistaira, który wówczas ukrywał się gdzieś w Fereldenie. Nie chciała mu zdradzić jego położenia, twierdziła, że to niebezpieczne i że wszędzie są szpiedzy. Śmierć dawnej miłości bardziej zdenerwowała go niż myślał. Nie kochał już Hawke, ale dobrze wspominał lata, w których byli razem. Był wściekły, że Inkwizytorka pozwoliła jej umrzeć, był wściekły, że Alistair pozwolił jej umrzeć. Nienawidził ich i pragnął ich śmierci, by poczuli jej ból i zrozumieli, że popełnili błąd.

Delphine podeszła do niego bliżej, lecz na wystarczającą odległość, w razie gdyby zachował się porywczo odskoczy.

– Wybacz Del. – Odezwał się po chwili. – Jednak wychodzę.

– Jeśli zadrzesz z Inkwizycją, stracimy jedynego sojusznika jakiego możemy zyskać w walce z magistrami!

– Oni zabili Hawke.

– Skąd wiesz? Pisało to w liście? To nie czas na wygłupy Fenrisie!

Elf był zaskoczony, czyżby czytała list? Nie, przecież był zapieczętowany. Delphine widziała złość w jego oczach i niepewność. Zaczęła powoli cofać się.

– Nie. – Odpowiedział z podejrzeniem w głosie.

– Więc nie wiesz, czy to Inkwizycja czy Szara Straż zawiniła. Uspokój się, poczekaj na list od przyjaciela.

– Ja mu nie wysyłałem żadnych listów. – Powiedział elf podchodząc do Delfine. Elfka zaczęła nerwowo cofać się. – Coś ty zrobiła?

– Nic złego. Wysłałam list to pana Varrica wraz z listami do Inkwizycji i do Alistaira. – Wydukała z siebie ciągle cofając się, aż uderzyła o ścianę. Nie było nigdzie drzwi ani okien by mogła uciec Fenrisowi.

– Coś ty mu napisała! – Wrzasnął i walnął ręką w ścianę obok twarzy elfki. Zamknęła na chwilę oczy. Poczuła jego zapach, był blisko.

– Ja napisałam tylko by podał szczegóły poprzedniego listu i podpisałam za ciebie. – Wydukała z siebie. Fenris usłyszał przerażenie w jej głosie i uspokoił się, jednak nie zabrał ręki ze ściany. Delphine otworzyła oczy, jego twarz była blisko jej twarzy. W jego oczach znów ukazał się smutek i pożądanie. Pocałował ją, pewnie a zarazem delikatnie. Drugą ręką odgarnął jej włosy z policzka a kciukiem otarł jej łzę. Pogrążyli się w namiętnym pocałunku. Nie umiał się oprzeć jej dużym ustom, jej nieśmiałej posturze. Była inna niż Hawke, inna niż wszystkie kobiety każdej rasy jakie poznał; a miał okazję poznać wiele w Kirkwall.

W końcu oderwał swoje usta od niej. Przyglądał się jej twarzy. Blizna była już zagojona, to go zadowoliło, nie cierpiała już przy każdym uśmiechu. Uśmiech miała piękny, była atrakcyjną elfką.

– Nie bój się mnie. – Powiedział po czym zabrał rękę ze ściany, stanął naprzeciw niej, uśmiechnięty.

– Nie… nie boję się. – Wymamrotała pod nosem, elf zaśmiał się.

– Idz i przygotuj się do misji. – Dodał po chwili. – Musimy uratować niewolników.

– Znaczy, że zostajesz?

– Tak, aż list od Varrica przyjdzie. Wówczas zadecyduję, co dalej. – Odwrócił się i odszedł. Delphine jeszcze tak przez chwilę stała przy ścianie. Fenris pocałował ją, znów. Nie wyglądało to by całował ją z litości. Nie była pewna co myśleć, nie mniej jednak to co wydarzyło się wczoraj było jednorazowe.  Była tego pewna. Musiała wszystko poukładać sobie w głowie, ale nie teraz. Teraz był czas by przygotować siebie i innych do kolejnej akcji ratowniczej. Magister Arrag był silnym magiem krwi, co mógł kontrolować umysły innych. Miała z nim do czynienia w przeszłości, to dzięki niemu zawdzięcza blizny na twarzy. Pragnęła zemścić się na nim, lecz w odpowiednim momencie.

 Nikt nie wiedział za dużo o tym, jak elfka uzyskała tak poharatane ciało. Nie chciała zdradzać, jedynie Hawke wiedziała, wątpiła by opowiadała o tym elfowi. Bardzo szczerze błagała ją by nic nie mówiła nikomu, nawet Fenrisowi.

Nastał wieczór. Wszyscy już stali pod wejściem do kanałów, ubrani na czarno by nikt ich nie widział. Elfy otoczyły Fenrisa, by ten mógł spróbować rozbić skałę, którą zostało zapieczętowane wejście, bez większego blasku z jego znamion. Fenris spojrzał na Delphine, która stała obok niego. Poklepała go po ramieniu.

– To musi się udać, jeśli nie… to…

– Wiem. – Odpowiedział. – Raz grozi śmierć. Nie mam nic do stracenia a wiele do zyskania.

Elf zaczął świecić, nad nim zaczął unosić się dym, jakby para ale w odcieniu błękitu. Włożył rękę w ścianę, wewnątrz siebie modlił się i błagał Stwórcę by wyszło. Ręka przeszła na wylot, wówczas Delphine popchnęła go. Przeleciał cały przez skałę rozkruszając ją w drobny mak. Nie było tak głośno jak się obawiali na początku. Łotrzyki przemierzyły teren dookoła, nie znalezli nikogo podejrzanego. Teren był czysty.

Delphine wskazała ludziom by wchodzili do kanałów i byli cicho. Wszyscy omijali siedzącego na ziemi elfa, wielu z nich poklepało go po ramieniu lub po głowie, jakby chcieli powiedzieć „dobra robota”. Delphine rozejrzała się za sobą i po chwili stanęła koło białowłosego elfa, który wciąż świecił. Był wściekły.

– Co ty sobie myślałaś durna babo! – Wrzasnął. Czarnowłosa elfka zasłoniła mu usta ręką.

– Bądź ciszej debilu, bo nas znajdą.

Fenris był w szoku, nigdy nie widział, by Delphine była taka pewna siebie i odważna. Przecież bała się jego napadów gniewu. Teraz jednak odważyła się zakpić z niego i popchnąć, że cały przeleciał przez skałę i jeszcze go uciszać. Zabrała rękę z jego ust.

– Ocipiałaś? – Szepnął nerwowo. – Mogłaś mnie zabić.

– Ale nie zabiłam. – Odpowiedziała i zmierzyła elfa wrogim spojrzeniem, białowłosy aż cofnął się. Elfka wskazała mu wzrokiem że ma ruszyć za resztą, niechętnie wykonał jej rozkaz. To on tu rozkazuje nie ona. Szli ciemnym korytarzem, śmierdziało odchodami i szczynami. Fenris myślał, że porzyga się za chwilę.

– Na Stwórcę. – Jęknął. – Ty tu ze znajomymi spotykałaś się?

– Z kochankiem. – Powiedziała. Fenris spojrzał krzywo na nią.

– Miałaś kochanka?

– Miałam, był elfem. Poznałam go tutaj, jak mnie przyprowadzono do magistra. – Zaczęła opowiadać, próbując ostrożnie stawiać kroki by się nie poślizgnąć i nie wpaść do brudnej wody. Nie chciała śmierdzieć i była pewna, że zaczęła by wymiotować, byłoby jej wstyd przy białowłosym.

– Byłaś tu kiedyś? To stąd znasz kanały i przejścia.

-Byłam u większości magistrów… – Przerwała. – W końcu byłam prostytutką, nie z własnej woli, a może i własnej.

Nastała chwila ciszy. Fenris złapał ją za ramię, próbował pocieszyć choć mu to nie wychodziło. Elfka uśmiechnęła się, ale dalej była spięta. Wracała na miejsce gdzie narodziły się jej blizny na twarzy. Znosiła biczowanie ciała, ale chciała by oszczędzono jej twarz, lecz nikt jej nie chciał oszczędzić.

– Opowiedz mi o nim. – Odezwał się elf, po czym oboje skręcili w lewo doganiając resztę drużyny.

– Nie ma o czym. Było to przelotne, nic stałego. – Zaśmiała się pod nosem. – Kiedy magister mnie bił on później obmywał moje rany. Płakałam mu, że jestem paskudną suką a on mnie przekonywał inaczej. Kiedyś powiedział, że jestem piękna i tak się zaczęło. Spotykaliśmy się tu by pogadać i kochać się, lecz pewnej nocy nie przyszedł. Zginął z rąk magistra. Podejrzewam, że dowiedział się o naszym związku. Wkurzył się to go użył do rytuału przywołania czy coś tam takiego, nie wiem jak to nazywają.

Fenris milczał, nie wiedział co jej powiedzieć, jak pocieszyć. Postanowił skupić się na uwolnieniu niewolników. Sam nie chciał myśleć już o tym co stało się z Hawke. O tym jak zostawiła go dla Strażnika, jak podjęła się misji po czym umarła. Był ciekaw, kto ją zabił lub jak zginęła. Byłz zły, że Delphine, że wysłała list do Varrica. Był wręcz wściekły, że elfka miała czelność powiedzieć mu, że ma się nie wygłupiać a Inkwizycja może być ich sprzymierzeńcem. Na chwilę obecną, dla białowłosego elfa była tylko wrogiem, nieznanym. Magiczka stała na czele Inkwizycji, elfka, ale magiczka. Dalijka, niejaka Levallan. Dużo magistrów obawia się jej, niektórzy kpią. Skoro Hawke była gotowa poświęcić się dla Inkwizycji i Szarej Straży, musiała być kimś wyjątkowym i silnym. Miał ochotę iść tam i pozabijać wszystkich, lecz nie mógł zostawić swojej grupy na pastwę losu. To on stworzył całą rebelię, przeciwko magom. To on zaczął uwalniać niewolników a oni oddawali w jego ręce swoje życie. Nie lubił tej odpowiedzialności, lecz sam się niej podjął. Nie mógł pozwolić by inne elfy cierpiały tak jak on. Dalej odczuwał ból, lyrium paliło jego żyły, mięśnie. Miał wrażenie, że oddziaływało na jego mózg i zachowanie. Nie był tego pewien na sto procent, nauki opanowywania gniewu u Hawke pomagały mu, był mniej porywczy niż wcześniej. Teoretycznie już nic mu nie groziło ze strony magistra Deneriusa, w końcu zabił go, zabił też swoją siostrę. Na początku nie odczuwał żalu, jednak z czasem miał wyrzuty sumienia, mimo iż go zdradziła, to dalej była jego siostra.

Ogarnął się.

– Jak długo jeszcze? Gdzie jest to wejście? – Zapytał zdenerwowanym głosem, na wpół szeptem.

– Jesteśmy na miejscu. – Wskazała ręką drzwi, które były zaryglowane.

– Jak niby mamy… – Zastanowił się elf, po czym spojrzał na Delphine. Uśmiechnęła się ironicznie. Wiedział co ma robić, nie był z tego zadowolony. Z gburowatą miną i wielką złością znów użył swoich umiejętności by przedostać się na drugą stronę. Po drugiej stronie już czekali zniecierpliwieni służący, chcieli już uciekać. Elf zganił ich i kazał im być cicho. Poklei przepuszczał niewolników przez dziurę w drzwiach. Reszta ruchu oporu eskortowała ich do wyjścia. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Nikt nie został pominięty. Delphine miała nadzieję, że ujrzy swojego dawnego kochanka, że plotki o jego śmierci są nieprawdziwe. Potrzebowała miłości i czułości, wiedziała, że on był jedynym elfem, który jej to dał i znów mógł dać. Nie miała co liczyć na Fenrisa, była pewna, że jego poczynania są związane z utratą Hawke. Nie miało być to nic stałego, tylko przelotny romans, miała zostać jego kochanką, nikim więcej. Raniło to jej serce, znów poczuła się jak dziwka, lecz sama wybrała sobie taki los pozwalając białowłosemu elfowi wejść sobie do łóżka.

Wszyscy uciekli. Wszystko przebiegło tak jak Delphine przewidziała, żadnego szumu, większych wybuchów, hałasu. Cała drużyna eskortowała przerażonych niewolników. Wśród nich znalazła się mała elfka, może niecałe dziesięć lat miała. Była podobna do Delphine, cała w bliznach, świeżych. Na samą myśl, że ten obślizły typ ją dotykał zrobiło się jej niedobrze. Dziewczynka trzymała się blisko Fenrisa, na początku próbowała złapać go za rękę, lecz wzdrygnęła się. Złapała go za kawałek ubrania, który wystawał z jego kruczej zbroi. Delphine zauważyła, że elf głaszcze małą elfkę po głowie i złapał za rękę. Uśmiechnął się do niej.

Kiedy doszli do kryjówki musieli porozmieszczać ludzi. Każdy dostał posiłek, ciepły koc i kąt do spania. Elfka z bliznami na twarzy odstraszała niektórych, zle się z tym czuła, lecz musiała znieść te szepty i spojrzenia innych. Po zakończonej misji i po rozdaniu przydziałów w końcu mogła udać się do swojego pokoiku by odpocząć. Drzwi od pomieszczenia były uchylone, wystraszyła się. W środku pomieszczenia siedział Fenris.

– Co tu robisz? – Zapytała zmieszana. Elf opierał się o mały stolik, wertował książkę, którą Delphine zostawiła na wierzchu.

– Czytasz to?

– Tak.

– To romansidło. – Zaśmiał się. Delphine zezłościła się i zabrała książkę z jego rąk unosząc ją nad swoją głową. Drugą ręką wskazała na drzwi.

– Wyjdź stąd natychmiast! – Podniosła głos. Białowłosy elf wstał z miejsca ale wcale nie chciał wyjść. Chciał znów się zabawić, zbliżył się do elfki. Delphine odepchnęła go od siebie. Nie chciała by znów ją wykorzystał. Była wściekła sama na siebie, że wtedy pozwoliła mu zabawić się sobą. Widok tej małej dziewczynki w jakim jest stanie zasmucił ją. Widziała siebie z przeszłości. Po jej policzkach spłynęły łzy. Białowłosy odwrócił wzrok, nienawidził jak kobieta płakała.

– Wyjdź. – Powtórzyła do niego. Tym razem usłuchał, zamknął za sobą drzwi. Delphine stała na środku pokoiku, wytarła łzy. Ktoś zapukał do jej pokoju, otworzyła. To był znów białowłosy elf, pocałował ją, popchnął do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. Znów pozwoliła ponieść się namiętności, nie myśląc o konsekwencjach. Znów kochali się przy zgaszonych światłach świec i znów usnęła u jego boku. Wyszedł nad ranem. Znów poczuła się jak tania dziwka.