Gilbis – Rozdział 3

„Drogi pamiętniku, ten świat oszalał.”

Budzik obudził dziewczynę. Zerwała się na równe nogi, szybko pobiegła do łazienki i przygotowywała się do pracy. Znów musiała spędzić więcej czasu rozczesując swoje rude włosy. Mimo iż była rudowłosa nie miała na twarzy żadnych piegów jak większość ludzi o tym samym kolorze włosów. Była nawet trochę bardziej brązowawa niż biała. Spoglądając na siebie w lustrze widziała zwykłą dziewczynę, zagubioną w kosmosie. Związała swoje długie włosy w kucyka, ubrała się i szybko powędrowała do kuchni. Przygotowała sobie skromny posiłek. Była trochę spóźniona, Adam jednak cierpliwie czekał w samochodzie na nią. Mimo iż próbowała omijać swoją sympatię, doceniała to, że do pracy jeździli razem. Mogła pospać trochę dłużej.
Wbiegła do auta szwagra zawiązując buty.
– Zdążyłaś w ostatniej sekundzie. Miałem już odjeżdżać. – Zażartował odpalając auto.
– Wiem, miałam ciężką noc.
– Koszmary? – Zapytał swoim zatroskanym głosem wbijając kolejny bieg. Technika poszła do przodu ale stare auta były bardziej niezawodne niż nowe. Rzadziej się psuły i łatwiej było je naprawić.
– Coś w tym stylu. – Odezwała się zapinając pasy. Chwilę milczeli. Marta nie za bardzo wiedziała o czym ma rozmawiać z mężczyzną. Głupio było jej pytać o relacje z żoną. O pracy jego wiedziała tyle ile mogła wiedzieć. Rozsiadła się wygodnie w fotelu dla pasażera.
– Opowiesz mi coś więcej o tajemniczym kosmicie? – Zapytał stanowczo. – Znam go?
– Nie, Adam. Proszę. To tylko ktoś kogo poznałam przypadkiem, pomógł mi w pewnej sprawie i podarował prezent. Tyle. Nic się nie dzieje.
– Rozumie. – Przytaknął mężczyzna. – Po prostu boimy się o ciebie. Media chcą się włączyć w tę całą historię z Hanarią. Nie podoba mi się to.
– Mi też. – Potaknęła dziewczyna. Po paru minutach pojawili się przed budynkiem w którym pracowali. Adam zaparkował. Dziewczyna odpięła pasy i wyszła z auta. – Do zobaczenia w domu! – Powiedziała po czym pobiegła w stronę drzwi. Ku jej zaskoczeniu Nyo już czekał na nią za drzwiami. Był spięty i starał się to ukryć pod uśmiechem. Nie wychodziło mu to.
– Dzień dobry Marto. – Odezwał się i kiwnął głową. – Miło znów cię widzieć.
– Cześć Nyo. – Uśmiechnęła się dziewczyna klepiąc Elashe po ramieniu. – Co dzisiaj dla mnie masz?
– Masz na myśli jedzenie czy pracę? – Zaśmiał się, co go zrelaksowało. Marcie ulżyło.
– Obie te rzeczy. – Powiedziała. Oboje ruszyli w stronę swojego gabinetu.
– Dziś musisz niestety kontynuować przepisywanie danych, wiem, nudna robota. Jednak ja nie skończyłem też swojej papierkowej roboty, więc zabawne rzeczy muszą zaczekać. – Otworzył drzwi od ich gabinetu, oboje zasiedli przy swoich biurkach. Dziewczyna wyciągnęła swoje okulary i wzięła się do pracy. Nyo przez chwilę ją obserwował po czym sam zaczął sortować papiery. Marta chciała jakoś załagodzić niezręczną sytuację. Postanowiła dziś pogadać z mężczyzną o byle czym. Była również ciekawa, co on przez te lata robił.
– Nyo. – Zaczęła, nie odrywając wzroku od komputera. – Co robiłeś przez te ostatnie lata jak się nie widzieliśmy? – Zapytała. Elashe odłożył foldery na bok i oparł się rękami o biurko.
– Nic ciekawego, żadnych przełomów w pracy nie ma, choć staram się, bez twojego ojca jest ciężej. Poza tym to praca i dom. Nic szczególnego. Odwiedziłem dwa racy mój rodzinny dom. Nie było łatwo wydostać się z Europy.
– Jak twoja rodzina? – Zapytała, ale tym razem spojrzała na mężczyznę. Widziała, że Nyo był zaniepokojony. Milczał chwilkę, może dwie.
– Matka starzeje się. Ojciec też. Siostry rozjechały się po wszechświecie. Nic ciekawego. Musiałem załatwić opiekę dla rodziców. – Podrapał się po głowie. – Nie byli zadowoleni, ale to dla ich dobra. Nie mogę ich tu sprowadzić a oni też nie chcą opuszczać Io. To było jedyne rozwiązanie.
– Słuszne rozwiązanie. – Dodała Marta wracając do przepisywania danych. Nyo chwilę wpatrywał się w stertę kartek.
– Może masz rację. – Wydobył z siebie te słowa i zaczął znów pracować. Godziny mijały, Elashe był dziś cichy i nie nalegał na rozmowy, Marta skupiła się na pracy. W końcu usłyszała jak mężczyzna odchodzi od biurka. – Idziesz ze mną na przerwę czy zostajesz? – Zapytał niepewnie.
– Pójdę z tobą. – Powiedziała odkładając okulary do swojego etui. Wstała, poprawiła włosy i oboje wyszli z pomieszczenia. Szli około trzech minut długim korytarzem, mijając przy tym inne stanowiska pracy. Marta rozglądała się. Zauważyła znów pomieszczenie, które wyglądało jak ogród botaniczny. Stanęła chwilę przy oknie, by przyjrzeć się pomieszczeniu. Nie rozumiała dlaczego wygląda ono tak znajomo. Może przypominało jej Ziemię. Nyo złapał dziewczynę za ramie.
– Wszystko w porządku? – Zapytał zaciekawiony. Marta uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Oboje w końcu doszli do stołówki. Stanęli w kolejce po jedzenie. Dziś dziewczyna była bardzo głodna, postanowiła wziąć coś więcej niż kanapki. Podeszła do bufetu i sięgnęła po ziemniaki z sosem i surówką. Wzięła do tego herbatę. Nyo był za nią. Marta postanowiła usiąść w koncie po prawej stronie stołówki, by nie rzucać się w oczy. Jednak Elashe chciał jej dziś dotrzymać towarzystwa. Podszedł do niej i dosiadł się. Wraz za nim szła kolejka kobiet.
– Nyo, może dosiądziesz się do nas? – Zapytała jedna z nich. Była wysoka, szczupła, dobrze zbudowana. Jej długie kasztanowe włosy lśniły jak diamenty.
– Dzisiaj nie. Muszę obgadać coś z koleżanką. – Odezwał się spokojnym tonem.
– To może my się dosiądziemy dziewczyny? – Zaproponowała jedna z kobiet. Wszystkie potakiwały na jej propozycję. Nyo jednak musiał się nie zgodzić.
– Wybaczcie panie, ale tu chodzi o pracę, rzecz nad którą oboje pracujemy. – Spojrzał na Martę, ta była lekko zażenowana całą sytuacją, nie spuszczała wzroku z jedzenia. – To tajny projekt i nie możemy o nim rozmawiać z innymi. Wybaczcie, nie dziś. – Dodał. Gromadka kobiet coś powiedziała pod nosem i odeszła. Marta widziała, że są zdenerwowane, ale mężczyzna był dumny z siebie i z tego co zrobił. Nie chciał by ktoś przeszkadzał im w rozmowie. Jednak tak szybko nie doszło do rozmowy. Dziewczyna milczała. Nie odzywała się do Elashe, była zbyt głodna by rozmawiać, zajęła się konsumpcją swojego posiłku. Nyo też jadł, spokojnie, nie zwracając uwagi na otoczenie; a byli obserwowani przez gromadkę kobiet. Purpurowłosy Elashe był popularny wśród kobiet, nie dziwiło to dziewczyny. Miał gust, był mądry, przystojny jak na kosmitę.
– Wiesz, że mogłeś dosiąść się do nich. – Powiedziała Marta kończąc posiłek i zapijając go szklanką ciepłej herbaty.
– Wiem. – Odpowiedział Nyo kończąc swój posiłek. – Lecz nie chciałem. Mam ich czasem serdecznie dość. – Zachichotał. – Wiesz jak uciążliwe jest to?
– Jesteś atrakcyjny, to chyba normalne. – Powiedziała dziewczyna bez zastanowienia. Mężczyzna zarumienił się lekko, nie zauważyła tego.
– Lecz jestem kimś więcej niż one we mnie widzą. – Dodał, dopijając kawę. – Nie jestem tam jakimś kenem, co tylko ładnie wygląda i każda by chciała się z nim pokazać. – Zbulwersował się.
– Wiem Nyo i nie musisz nikomu tego udowadniać. Znam cię wystarczająco długo.
– Cieszę się. Ty jesteś inna niż tamte sroki. – Kiwnął głową w ich stronę, Marta zachichotała. Określenie jakim nazwał ową grupkę kobiet idealnie pasowało do ich zachowania i sposobu bycia. Marta czuła się inna niż one, inna niż większość dziewczyn. Nyo pod tym kontem miał racje, ona była po prostu inna. – Chciałbym o coś cię zapytać. – Dodał po dłuższej chwili. Dziewczyna podejrzewała, że w końcu zaczną rozmawiać o wspólnej przeszłości.
– Do rzeczy. – Powiedziała nabierając kolejny łyk herbaty. Mężczyzna odłożył kubek po kawie na drugi koniec stolika.
– Nic poważnego, znaczy się, może poważne. Nie wiem. – Zaplątał się w swoich słowach. Wziął głęboki oddech i zaczął od nowa. – Czy to co kiedyś było między nami… – Przerwał w pół słowa by zobaczyć czy nikt nie podsłuchuje ich. Nie widział niebezpieczeństwa. – Czy to ma szansę powrócić?
Marta ścisnęła pięść. Nie była zła na niego. Miał prawo zapytać o to, w końcu byli razem przez długi czas i dziewczyna wiedziała, że Elashe czuł coś do niej, mimo iż ona nie mogła powiedzieć tego samego. Pomyślała chwilkę, jak odpowiedzieć, żeby nie urazić go. Wiedziała jednak, że każda odpowiedź może go skrzywdzić. Nyo był nielicznym z obcych, który nie zwracał uwagi na jej pochodzenie i gatunek. Czuła się przy nim bezpiecznie, lecz nie czuła, że on może być tym jedynym. Dalej kochała Adama, nie rozumiała tego, w końcu Adam był mężem jej siostry. Nyo wiedział o tym, mimo to wplątał się z nią w jakiegoś rodzaju związek. Widać było, że chłopakowi zależy, dziewczynie też, ale nie na tym czego on chciał.
– Marta, ja nocami nie spałem bojąc się o ciebie. Nie mogłem cię nigdzie złapać przez te trzy lata. Pytałem Adama co się z tobą dzieje, mówił, że pracujesz i uczysz się, że więcej cię nie ma w domu jak jesteś. Wiele razy przychodziłem cię odwiedzić ale nigdy nie mogłem cię zastać w domu. Zależało mi na tym co było między nami, dalej zależy. Może i starzeję się wolniej od ciebie ale uczucia moje są takie same. Nie przeszkadza mi twoja rasa, nie boję się ciebie jak inni. Proszę, powiedz mi czy jest tam jakaś nadzieja dla mnie w twoim życiu. – Mężczyzna patrzył na nią poważnym wzrokiem. Oczy zaczęły mu się szklić. Marta miała wrażenie, że zacznie płakać jeśli natychmiast nie da mu odpowiedzi. Zawahała się, złapała głęboki oddech.
– Nyo, nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Minęło już trzy lata. Źle mi z tym co się wydarzyło. Może nigdy nie powinno do tego dojść.
– Żałujesz, że związałaś się wtedy ze mną?
– Nie cierpiałbyś teraz. – Odpowiedziała bez chwili wahania. Mężczyzna spuścił wzrok i rozejrzał się na boki, próbował uniknąć wzroku dziewczyny, był zażenowany. – To co było między nami… To było dobre doświadczenie. Nigdy o nim nie zapomnę, lecz zmieniłam się przez ten czas i ty też. Nie jesteśmy tacy sami jak byliśmy wtedy. – Dodała po chwili namysłu. Chwyciła go za dłoń. – Nyo, dajmy sobie czas. Poznać się od nowa i wtedy zadecydujemy czy warto dalej to kontynuować czy lepiej szukać innej drogi.
Mężczyzna spojrzał na nią i uśmiechnął się. Dziewczyna nie powiedziała mu nie, a nawet dała małą nadzieję, że coś może się wydarzyć. Marta mówiła to szczerze. Postanowiła w końcu nie myśleć o Adamie a szukać swojego szczęścia w życiu. Zasługiwała na to. Nyo ścisnął delikatnie jej dłoń, po czym puścił ją. Oboje chwilę milczeli. Zadzwonił dzwonek w stołówce, oznaczało to koniec przerwy i czas wracać do swojej pracy. Do końca dnia Marta i Nyo nie odezwali się do siebie pochłonięci pracą. Gdy dziewczyna wychodziła z budynku, zobaczyła czekającego na nią Arthura. Policjant nie był umundurowany, zapewne nie był na służbie. Pomachał do dziewczyny, podeszła do niego. Wymienili się uściskiem dłoni.
– Czekasz na mnie?
– Tak, muszę zabrać cię na komendę. Wybacz. Musisz znów zeznać.
– Do diabła. Co jest nie tak? – Zapytała dziewczyna rozglądając się dookoła.
– Nic nie jest nie tak, zażądał tego prawnik Hanarii. Mówi, że w twoich zeznaniach są nieścisłości i trzeba to sprawdzić. – Skrzyżował ręce i pokiwał głową. – Ja myślę, że on stara się odroczyć jej proces. Mimo to, potrzebuję cię dzisiaj. Nie masz świadków, by potwierdzić swoją wersję, a Hanaria ma.
– One uciekły jak tylko Hanaria rzuciła się na mnie! Nic więcej nie widziały! Zeznawały?
– Nie, ale wiem ze swoich źródeł, że prawnik i rodzina Hanarii chcą przekupić je by zeznawały.
– Do diabła! – Wrzasnęła Marta, Gilbis próbował ją uspokoić. Nie dało się. Marta nie chciała tego, a jednak wyszło inaczej. Chciała by sprawa już się wyjaśniła, by sprawiedliwości stało się zadość ale jak widać nie ważne gdzie człowiek był i z jaką rasą walczył, pieniądze zmieniały wszystko.
– Pojedziesz ze mną?
– Jasne. – Odpowiedziała. Kątem oka zauważyła Izajaha. Stał nieopodal barierek przed budynkiem. Marta zdziwiła się widząc go tutaj. Patrzył w jej stronę i kiwnął nieśmiało głową. – Daj mi chwilkę, zaraz będę, muszę tylko coś jeszcze komuś powiedzieć.
– Dobrze, tylko pośpiesz się. – Powiedział Arthur i wsiadł do auta, obserwował dziewczynę jak podchodzi do Gilbisa.
– Co tutaj robisz? – Zapytała zaskoczona. – Skąd wiedziałeś, że tu pracuję?
Gilbis spuścił głowę zawstydzony.
– Chyba mnie nie śledzisz?! – Warknęła na niego. Chłopak speszył się, podniósł wzrok.
– Nie, nie śledzę. – Dodał po chwili.
– Skąd zatem wiedziałeś? – Zapytała ponownie.
– Domyśliłem się. Jesteś córką pana Nowaka, a pana Nowaka znałem. Dobry człowiek z niego był. Pomógł mi wiele razy. Dla mnie było zaszczytem pomóc mu, kiedy ratowałem ciebie. – Po chwili znów spuścił głowę. Włosy zasłoniły jego twarz, mimo to rumieńca nie udało mu się zasłonić. Stąpnął z nogi na nogę. – Chciałem zapytać czy masz czas pójść na spacer, czytałem, że ludzie tak robią jeśli chcą porozmawiać. Idą na spacer, albo do baru, ale ja nie znam za bardzo miasta, nie wiem gdzie jest bar. Jednak widzę, że zajęta jesteś.
Dziewczyna złapała głęboki oddech, zaśmiała się.
– Jesteś dziwny, to urocze, ale tak, muszę jechać na komendę znów zeznawać. Nie mam świadków więc to się trochę skomplikowało.
– Ja widziałem. Mogę zeznawać jeśli chcesz.
Marcie oczy się zaszkliły. Nie mogła wyrazić swojego zachwytu. Przytuliła mężczyznę i złapała za rękę. Poprowadziła do samochodu Artura. Policjant zerknął na chłopaka. Zwrócił uwagę, że to Gilbis ale wyczuł w nim coś innego niż w reszcie jego gatunku.
– Niezwykły okaz. – Powiedział do Marty. – Czego on tu chce?
– Powiedział, że będzie zeznawał w mojej sprawie.
– Niby jak?
– Widział całe zajście, to on mnie zaprowadził do szpitala i kazał zadzwonić po rodzinę.
Arthur zastanowił się chwilę, po czym kazał wszystkim wsiadać i ruszyli na komisariat. Marta siedziała z tyłu samochodu z Izajahem. Chłopak był spięty, wpatrywał się w swoje kolana. Dziewczyna myślała, że mu drżą. Wyglądał jakby się bał, ale czego? Sam zaoferował pomoc. Marta złapała go za kolano. Izajah popatrzył na nią.
– Nie denerwuj się tak. Jestem tu. Twoje zeznania wiele dla mnie znaczą. – Powiedziała i zabrała rękę z kolana mężczyzny. Izajah spojrzał w okno. Nie odzywał się. Marta zwróciła uwagę, że Arthur obserwuje go bacznie w lusterku. Oboje byli Gilbisami, jednak Arthur zachował wobec niego dystans i był bardzo podejrzliwy. Można było to wyczuć w powietrzu. Izajah też wiedział, że policjant go obserwuje.
– Dojechaliśmy. – Odezwał się Arthur. Wszyscy odpięli pasy i wysiedli z samochodu. Powędrowali schodami do głównych drzwi komendy. Arthur otworzył drzwi, Marta z Izajahem weszli do środka, Arthur jeszcze rozejrzał się. Wszedł za nimi i zamknął drzwi. – Trzeba uważać. Nie chcemy zbędnych tabloidów i wymyślonych historyjek prasowych.
– Tego by mi było jeszcze trzeba. – Załamała ręce dziewczyna. Policjant poklepał ją po ramieniu.
– Spokojnie, twoja siostra ma wszystko pod kontrolą. Usiądźcie tutaj i zaczekajcie, zawołam was za chwilę. – Po tych słowach odszedł. Marta chwilę patrzyła za nim jak biegnie truchtem w stronę windy. Odwróciła wzrok by spojrzeć na Izajaha. Nie wyglądał najlepiej. Cały się trząsł. Marta złapała go za dłoń.
– Czy wszystko w porządku? – Zapytała z troską. Mężczyzna miał dalej spuszczoną głowę, ale przestał się trząść. – Czy chcesz się czegoś napić?
– Nie. – Wymamrotał. – Po prostu nie przywykłem do istot innych gatunków. Do przebywania między nimi. Denerwuje się, bo nie wiem co robić i co mówić. – Ścisnął dłoń Marty, nie za mocno, ale wystarczająco by dziewczyna zrozumiała jak on strasznie się boi. Zrobiło się jej go żal. – Ja nie jestem stąd. Ja mieszkałem większość czasu poza kopułami. Z moimi. – Dodał i spojrzał na dziewczynę zza swoich niebieskawych włosów, które zakrywały większość jego twarzy.
– Ale Arthur też jest Gilbisem. – Powiedziała. – Nie powinieneś się go bać.
– Arthur jest inny niż ja. Poza tym mieszka tu od dawna. Podjął karierę, odwrócił się od klanu. Nie mam z nim tematów, które mógłbym przedyskutować. – Dodał podnosząc głowę i spoglądając na Martę. Dziewczyna zarumieniła się.
– Najważniejsze byś tylko powiedział to co się wydarzyło, resztą zajmę się ja, okej? – Zapytała uśmiechając się. Mężczyzna pokiwał głową, nie chciał puszczać ręki dziewczyny. Jednak zrobił to gdy zobaczył, że policjant zbliża się.
– Marta, ty pójdziesz do pokoju dwieście dziesięć z Sylvestrem, ja wezmę twojego znajomego i go przesłucham sam. Wybacz za utrudnienia. – Powiedział i pokazał palcem na policjanta stojącego przy otwartych drzwiach do sali dwieście dziesięć. Marta wstała i poszła w jego stronę. Stanęła przed wejściem by obejrzeć się za siebie i zobaczyć gdzie Arthur prowadzi Izajaha. Policjant Sylvester ponaglił dziewczynę.
Po godzinie zeznań dziewczyna w końcu mogła wyjść z pokoiku. Podziękowała ładnie policjantowi i udała się na poczekalnie. Izajah jeszcze nie wrócił. Martwiło ją to. Wierciła się na siedzeniu jakby siedziała na stosie igieł. Wstała i wędrowała z jednego końca poczekalni na drugi. W końcu usłyszała skrzypnięcie drzwi. To był Arthur z Izajahem. Policjant wyglądał na zadowolonego.
– No, Marta! – Powiedział radośnie. – To przełom w twojej sprawie!
– Co powiedział? – Zapytała zaciekawiona. Mężczyzna poklepał Izajaha po plecach.
– Sam ci powie, jeśli zapytasz. – Zaczął chichotać. – Jedyne co, to potrzebuję by go zbadano w szpitalu. Już tam dzwoniłem, czekają na niego. To tylko formalności.
Dziewczyna spojrzała zaskoczona na niebieskowłosego mężczyznę. Nie był już tak spięty i wyglądał na zadowolonego. Arthur pożegnał ich oboje. Izajah otworzył drzwi od komendy i przepuścił Martę pierwszą by przeszła. Schodząc ze schodów nie odezwali się do siebie ani słowem. Po chwili Izajah złapał dziewczynę za dłoń. Marta zaczerwieniła się.
– Ja muszę iść do szpitala. Wybacz, muszę się tu z tobą rozstać. – Powiedział spokojnym tonem i puścił dziewczyny dłoń. Marta zawstydzona odgarnęła grzywkę ze swych oczu.
– Dziękuję za pomoc. – Wyszeptała, ale na tyle głośno, że mężczyzna usłyszał. Uśmiechnął się serdecznie do niej. – Widzę, że się trochę uspokoiłeś.
– Tak. – Potaknął głową. – Arthur okazał się być inny niż myślałem. Dobry z niego policjant. Zależy mu by ci pomóc. – Zachichotał.
– Czemu się śmiejesz?
– Zdaje mi się, że twój znajomy policjant lubi twoją siostrę. Tą z którą pracuje. Na jej widok podskakiwał jak dzieciak. – Znów zachichotał. – Wyglądało to komicznie.
– Nie wiedziałam. – Zdziwiła się dziewczyna. Jednak nie mogła się dziwić, że nic nie wiedziała skoro większość czasu spędziła w pracy w kamieniołomach a Anna większość czasu poświęcała na łapanie przestępców i wymierzaniu sprawiedliwości. Marta zrozumiała, że nic nie wiedziała o swojej siostrze, zrobiło się jej smutno. Izajah zauważył to.
– Czy uraziłem cię? – Zapytał pochylając się nad dziewczyną. Był wyższy od niej o głowę i pół. Dziewczyna spojrzała na niego. – Nie chciałem… – Przerwała mu dając buziaka w policzek.
– Dziękuję. – Powiedziała po czym pobiegła wzdłuż ulicy, zostawiając mężczyznę samego przed komendą policji.
Wbiegła do domu, szybko zdjęła buty i odłożyła torebkę. Wbiegła po schodach do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko i schowała głowę pod poduszkę. Ewa była już w domu, zwróciła uwagę na dziwne zachowanie młodszej siostry. Weszła do jej pokoju. Nie pukała, ponieważ drzwi były otwarte. Powoli podeszła do dziewczyny. Usiadła obok niej i poklepała ją delikatnie po plecach.
– Wszystko w porządku? – Zapytała swoim troskliwym tonem.
– Tak, tak. – Wymamrotała dziewczyna spod poduszki. Ewa zabrała poduszkę z jej głowy. Marta była cała czerwona na twarzy.
– Boże! Co ci się stało? – Wystraszyła się Ewa, lecz za chwilę zrozumiała, że to rumieńce. Marta wstydziła się czegoś i nie chciała by ktoś to zauważył, jednak Ewa już zwróciła uwagę. – Co się stało siostrzyczko?
– Nie chcę o tym rozmawiać.
– Coś cię gnębi, widzę to. Czy chodzi o tą cała sprawę z Hanarią?
– Po części. – Odpowiedziała i usiadła obok siostry. – Mogę zadać ci pytanie?
– Wal śmiało.
– Czy zrobiłaś coś głupiego czego się wstydziłaś?
– Wiele razy. – Wyznała siostra.
– Ale czy było to coś tak głupiego, że towarzyszyła temu jeszcze druga osoba i teraz nie wiesz jak spojrzeć jej w twarz i co powiedzieć?
Ewa zmieszała się. Dawno nie widziała swojej siostrzyczki w takim stanie. Pogłaskała ją po jej rudej grzywce i uśmiechnęła się.
– Co zrobiłaś, powiedz. Łatwiej będzie mi doradzić.
Marta milczała dłuższą chwilę. Nie wiedziała co powiedzieć siostrze. W końcu odważyła się opowiedzieć jej wszystko od początku, jednym tchem.
– Wiesz, że pracuję teraz z Nyo. Kiedyś się z nim spotykałam, nic poważnego. Trzy lata temu po prostu przestałam się do niego odzywać i widywać z nim. Skupiłam się na pracy i nauce. – Zatrzymała się na chwilę by złapać oddech. Jej ręce zatrzęsły się. – Ten dureń zapytał mnie czy będziemy kontynuować nasz związek, po trzech latach rozłąki. Co ja miałam powiedzieć!?
– A co powiedziałaś?
– Że zobaczymy z czasem, bo się oboje zmieniliśmy przez te trzy lata. – Spuściła głowę. Ewa objęła ją ramieniem.
– Nie skłamałaś, zmieniliście się oboje, zapewne.
– Właśnie. Tylko nie chcę mu robić złudnych nadziei. – Spojrzała kontem oka na siostrę. – Ale pracuję z nim. Wczoraj chyba chciał mnie pocałować, pogłaskał mnie po policzku. Uciekłam.
Ewa uśmiechnęła się.
– To nie jest zabawne! – Powiedziała podniesionym tonem.
– Wiem. Mów co dalej.
– Wiesz, w szpitalu, po tej całej aferze z Hanarią odwiedził mnie Gilbis. – Wydusiła w końcu z siebie to czego bała się powiedzieć. Siostra była zaskoczona i ciekawa.
– Arthur?
– Arthur przyszedł później. To był ktoś inny. Mężczyzna, który zabrał mnie do szpitala. Nie widziałam jego ludzkiego oblicza. Podszył się pod lusterko. Później zamienił się w małą… galaretkę? Nie wiem jak to nazwać.
– To prawdziwa forma tych stworzeń. Przybierają inne postacie by wtopić się w tłum, by przetrwać.
– Wiem, uczyłam się o tym. – Zmierzyła wrogo wzrokiem starszą siostrę. Ta nie puszczała jej z objęć. – Mniejsza z tym.
– Dokończ, proszę. Jak mam ci doradzić, skoro nie wiem co się stało.
Marta chwilę pomyślała jak dobrać słowa.
– Wczoraj znów go spotkałam. Pomógł mi pozbyć się napastnika, nie panikuj, nic mi nie jest!
– Dobrze. – Uspokoiła się Ewa.
– Był bardzo miły i nawet dał mi kwiatka, tego tu co jest w wazonie. Dziś też go widziałam. Przyszedł odwiedzić mnie po pracy. Okazuje się, że znał naszego ojca.
– Ciekawe kto to może być. – Zastanowiła się chwilę Ewa. – Powiedział ci jak ma na imię?
– Izajah. – Odpowiedziała Marta i zaczerwieniła się. Ewa chwilę milczała, szukała w pamięci tego imienia, ale nie mogła go zlokalizować. Marta kontynuowała. – Wiesz, że Hanaria próbuje przekupić Gilbiski z mojej poprzedniej roboty by zeznawały przeciwko mnie. Izajah zgodził się zeznawać. Chciał pomóc. Arthur był zadowolony z jego zeznań i nazwał to przełomem.
– To chyba wspaniale, nie sądzisz? – Ucieszyła się starsza siostra. Jej piwne oczy aż zabłyszczały w ciemnym pomieszczeniu. Ściemniało się. Marta sięgnęła do lampki nocnej i ją włączyła po czym znów wtuliła się w starszą siostrę.
– To zabrzmi głupio. Jestem dorosła, ale nie mam zbyt dobrego doświadczenia z mężczyznami. Wiesz co ja głupia zrobiłam? Jaka ja żem głupia. – Zawstydziła się Marta. – Pocałowałam go i uciekłam.
Zastała niezręczna cisza. Ewa chciała się zaśmiać, ale musiała opanować sytuację. Marta naprawdę nie rozumiała relacji męsko damskich. Była zbyt pochłonięta nauką i pracą. Nyo był jej pierwszym chłopakiem, z tego co wiedziała Ewa. Nie widywała Marty z innymi ludźmi bądź kosmitami. Uścisnęła mocniej młodszą siostrę.
– Myślę, że chłopak spodobał ci się. – Powiedziała spokojnie, patrzyła na reakcję siostry. – Wiesz, mówi się o zauroczeniu albo o miłości od pierwszego spotkania. Może to to?
– Nie! Ja? No co ty! – Zawstydziła się ponownie. Była już cała czerwona, jakby miała zaraz zapłonąć. – Jak to rozpoznajesz? – Zapytała spoglądając siostrze w oczy. Ewa widziała desperację Marty. Chciała zrozumieć swoje uczucia. Była niepewna i zrozpaczona. Ewa westchnęła.
– Właśnie takie akcje jaką zrobiłaś powinny być już pierwszym sygnałem. – W końcu powiedziała. Marta nie wiedziała co myśleć. – Chcesz zostać sama ze swoimi myślami?
– Nie. – Odpowiedziała. – Czy masz chwilę by obejrzeć jakiś film ze mną?
– Jasne. Chodź do salonu.
Obie ruszyły do salonu. Całą noc oglądały zabawne filmiki z e-tuba. To pozwoliło Marcie na chwilę zapomnienia i relaksu. Jutro czekał ją kolejny, ciężki dzień.
Kolejny dzień, kolejne wyzwania. – Pomyślała Marta siedząc przy biurku i znów przepisując dane do komputera. Dziś powinna skończyć pracę. Była ciekawa co się dzieje z Nyo, nie pojawił się w pracy, a dochodziła już godzina lunchu. Odłożyła okulary i już miała zbierać się do wyjścia. Przed nią w drzwiach stanął roztrzęsiony Elashe. Marta wpuściła go do gabinetu. Mężczyzna chodził z kąta do kąta. Widać było, że chciał się wyżalić. Dziewczyna usiadła przy swoim biurku. Patrzyła na zdenerwowanego współpracownika.
– Co się dzieje? Chcesz pogadać?
– Tak. – Powiedział Nyo. Zwalił stertę papierów z biurka na podłogę i oparł się o nie. Skrzyżował ręce po czym wyprostował i znów skrzyżował. Wziął głęboki oddech. – Chodzi o moich rodziców. Zwolnili swoją opiekunkę! Jak mogli! Nie po to narażałem swój kark by przedostać się na Io by usłyszeć coś takiego! – Kopnął jeden z segregatorów będących na ziemi. Kartki pofrunęły wzdłuż pomieszczenia. Marta wstała i zaczęła je zbierać.
– Nie denerwuj się. – Poprosiła. Mężczyzna kucnął obok niej i zaczął zbierać kartki i segregatory, które wcześniej zrzucił z biurka. – Może mieli jakiś powód?
– Jaki? Nijaki! Do diabła! – Walnął ręką o podłogę i soczyście przeklął. – Ojciec powiedział, że… – Zatrzymał się w pół słowa. Marta już podejrzewała o co chodzi. Opiekunka była człowiekiem. Widziała po jego minie, że to o to chodzi. – Boją się zarazić od niej, mimo iż dziewucha jest zdrowa jak ryba!
– Nie wiń ich. Galaktyczne media mówią o nas tak a nie inaczej.
– Kiedyś wszyscy was się bali, bo byliście najlepszymi wojownikami! Nieustraszeni! Dla tego Gilbisy przyjmują waszą formę najczęściej. – Wstał z podłogi i położył papiery na swoim biurku. Obrócił się i spojrzał na Martę. – Teraz boją się was… bo możecie zarazić inne gatunki. Jak na razie nie było takiego przypadku. Choroba tyczy tylko ludzi. Jestem tego pewny. Mam też swoją teorię, ale nie jestem w stanie jej potwierdzić. Twój ojciec rozważał ją. Brakowało nam tak niewiele!
– Co to za teoria? – Zapytała zaciekawiona dziewczyna wstając z podłogi i podając papiery mężczyźnie.
– Ewolucja, to jest rodzaj ewolucji u was, nieudanej z jakiejś przyczyny genetycznie modyfikującej wasz wygląd. Nie wiem jak ci to opisać. Może pokażę ci? Pisałem o tym w jednym z czasopism naukowych ale mnie wyśmiano. – Podszedł do szafki z dokumentami i wyjął jakąś książkę. Okazało się, że były to jego prywatne zapiski. – Jeśli nie rozczytasz się to pytaj. – Podał jej książkę.
– Czy mogę to przeczytać?
– Jasne, a czemu niby ci to dałem? – Zapytał drwiąco. Po chwili poprawił się i przeprosił dziewczynę.
– Może dziś zjemy tutaj? – Zaproponowała. Nie chciała by ludzie z laboratorium oglądali go w takim stanie. Elashe pokiwał głową.
– Muszę iść i coś zjeść, konkretnego! Nie jakieś kanapki. – Odpowiedział dziewczynie z poważnym wyrazem twarzy. Marta zachichotała. – Co cię śmieszy?
– Nie przywykłam patrzeć na ciebie w takim stanie. Wiem, że jesteś zdenerwowany, lecz po prostu nie do twarzy ci z tym grymasem i wyglądasz zabawnie.
Nyo wybuchnął śmiechem. Poklepał dziewczynę po ramieniu.
– Może masz rację. Powinienem zostać tu. – Dodał po chwili zastanowienia. Marta stała naprzeciwko niego. Złapał ją za dłoń. – Potowarzyszysz mi? Proszę?
Dziewczyna zaśmiała się, szczerze. Znów zrobił ten sam wyraz twarzy co parę minut temu, to ją rozbawiło.
– Jasne. Tylko skoczę po te kanapki.
– Dziękuję.
Marta wracała z pracy tą samą drogą co zawsze, przez park. Dziś jednak postanowiła odwiedzić ojca w pobliskim szpitalu. Placówka nie mieściła się daleko od jej domu. Pomyślała, że po drodze wstąpi do ulubionej kawiarni i napije się kawy. Było już grubo po piętnastej. Marta chciała zażyć zastrzyku kofeiny, ponieważ umówiła się znów z siostrą na seans filmowy. Tym razem i Anna dołączy do nich, co bardzo cieszyło dziewczynę. Chciała poznać swoje siostry, a ta praca pozwalała jej na to. Miała czas dla rodzeństwa.
Wyszła z parku, skręciła w lewą przecznicę, przeszła przez pasy i jeszcze raz skręciła w lewo. Znalazła się przy swojej ulubionej kawiarni. W środku były tłumy, lecz na zewnątrz znalazło się miejsce by usiąść i wypić w spokoju. Podeszła do niej kelnerka, Marta złożyła zamówienie na swoją ulubioną latte. Czekając na zamówienie rozglądała się dookoła. Centrum tętniło życiem. Kelnerka po pewnym czasie podała napój. Marta spokojnie zaczęła go pić. Nagle ktoś uderzył ją od tyłu w głowę. Dziewczyna złapała się za nią rękoma. To była Hanaria z koleżankami.
– Coś ty najlepszego zrobiła ludzka istoto! – Wrzasnęła na nią. – Chcesz mnie posądzić o próbę morderstwa?! Ja ci zaraz pokażę morderstwo!
Hanaria podniosła swoją szponowatą rękę, Marta zamknęła oczy. Wiedziała, że jeśli coś zrobi lub powie może kosmitka użyć to przeciwko niej. Tym razem Marta miała świadków, żeby jeszcze chcieli zeznawać, mogłaby spokojnie wygrać tę rozprawę. Dziewczyna nie poczuła żadnego uderzenia. Usłyszała tylko skowyt Hanarii. Gdy spojrzała zauważyła Izajaha trzymającego rękę Hanarii. Wykręcał ją, prawie złamał. Marta poprosiła by przestał. Gilbis zmienił wyraz twarzy, była ona przerażająca. Kazał wynieść się Hanarii i jej trupie. Kosmitka nawet nie stawiała oporu. Szybko uciekła. Nagle twarz Izajaha zmieniła się. Znów wyglądał normalnie, tak jak zapamiętała go Marta. Wszyscy dookoła zaczęli poklaskiwać. Kelnerka podziękowała za pozbycie się natarczywej Hanarii i uratowanie klientki – Marty. Mężczyzna w zamian dostał darmowe ciasto i kawę, również Marta dostała, jako zadość uczynienie. Chłopak dosiadł się do dziewczyny.
– Nic ci się nie stało? – Zapytał zatroskanym głosem. Oczy zaszkliły mu się. – Myślałem, że nie zdążę ci pomóc.
– Jak to się stało, że tu jesteś?
– Byłem w okolicy. Odwiedzałem przyjaciela, który pracuje w zoo. Zobaczyłem jak ta Hanaria próbuje ci zrobić krzywdę, to przybiegłem. – Spuścił wzrok i zaczerwienił się.
– Dziwny jesteś. Pojawiasz się zawsze jak mam problemy.- Dodała dziewczyna. – Mimo wszystko, dziękuję. Nie wiem jak ci się odwdzięczę za wszelką pomoc.
– Musimy to zgłosić Arthurowi. Ona zaatakowała cię. Porozmawiam z kelnerką, może zezna.
– Nie musi.
– Ależ musi. – Powiedział i zawołał kelnerkę. Dziewczyna podeszła. – Czy mogłabyś zeznać na posterunku co zrobiła ta Hanaria mojej przyjaciółce?
– Oczywiście. To było bezczelne. Po zakończeniu zmiany udam się na posterunek, mam zgłosić się do konkretnej osoby?
– Arthur Henhahov. Dziękuję. – Odezwała się Martha, po jej policzkach pociekły łzy. Nie mogła tego kontrolować. Kelnerka ukłoniła się i odeszła. Marta zaczęła płakać. Izajah zbliżył się do niej i objął ramieniem. Marta przytuliła go. Płakała tak jeszcze z dobre dziesięć minut. Mężczyzna starał się ją uspokoić dobrym słowem. Kiedy dziewczyna uspokoiła się, przetarła oczy i wróciła do picia kawy. Izajah widział, że jest roztrzęsiona. Nie wiedział co ma powiedzieć, by ją uspokoić. Marta wycierpiała już dużo w ciągu całego tygodnia. Cieszył się, że mógł ją poznać, ale chciał by była szczęśliwa. Nie mógł jej ciągle chronić. To, że znalazł się wtedy przy kamieniołomie to był zwykły przypadek, tak samo teraz. Czuł się skrępowany w obecności obcych ras. Marta była jednak inna. Coś go do niej ciągnęło i bardzo chciał ją poznać.
– Może pójdziemy razem na komisariat, zeznasz co się stało. Pójdę z tobą, nikt cię już nie skrzywdzi! Będę przy tobie! – Powiedział Izajah łapiąc Martę za dłoń. Dziewczyna spojrzała na niego swoimi zapłakanymi oczami. Zarumieniła się, Izajah również.
– Chciałabym najpierw odwiedzić ojca. – Wyszeptała. Mężczyzna pokiwał głową.
– Pójdę z tobą. Nikt cię nie skrzywdzi! Obiecuję.
– Nie możesz być ze mną dwadzieścia cztery godziny na dobę. – Powiedziała aroganckim tonem. Mężczyzna nie zraził się. Wiedział, że dziewczyna przeżywa ciężki okres w swoim życiu.
– Nie mogę. – Przytaknął. – Ale jeśli chcesz, postaram się być blisko najczęściej jak się da.
To zabrzmiało jak propozycja małżeńska, ale jemu nie chodziło o to. W ten sposób chciał zapytać, czy mogą się spotykać. Jednak nie był pewien, czy dziewczyna zrozumiała jego intencje. Chciał być szczery z nią, ale bał się odrzucenia. Przełknął ślinę. Czas na męskie działania – powiedział do siebie w myślach. Ścisnął dłoń dziewczyny obiema rękami.
– Chciałbym częściej się z tobą widywać. – Wydusił z siebie.
– To nie najlepszy moment. – Odpowiedziała Marta po chwili zastanowienia. – Nie uważasz?
– A kiedy będzie lepszy? – Zapytał. Puścił dłoń dziewczyny. – Nie mam doświadczenia z innymi gatunkami, wiedzę swą czerpię z książek. Raz przeczytałem „Fenerio i Hann – przeznaczenie Feniksa”.
Dziewczyna zaśmiała się.
– To przecież kiepskie romansidło.
– Może, nie znam się na sztuce, ale tam pisało, że jak chłopak chce poznać dziewczynę to musi się z nią częściej widywać. – Zamyślił się na moment. – Chciałbym cię lepiej poznać. – Dodał spuszczając głowę tak by włosy zasłoniły jego zarumienioną twarz. Marta sama nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Izajah kolejny raz ją uratował z opresji, wydaje się być dziwny, mimo to w jakimś stopniu podobał się jej.
– Chciałabym pójść do ojca. – Powiedziała kończąc swoją kawę. – Pójdziesz ze mną?
– Tak. – Odpowiedział mężczyzna. Nie był pewny, czy to była jej odpowiedź i co znaczyła. W książce wyczytał, że taka odpowiedź może znaczyć „tak” ale nie koniecznie. Nie rozumiał ziemskich kobiet. Nie były tak bezpośrednie jak kobiety jego gatunku.
Oboje ruszyli w stronę szpitala. Spokojnym krokiem. Izajah szedł parę kroków za Martą obserwując okolicę. Centrum było takie piękne i pełne życia. Tyle różnych gatunków chodziło między nimi. – Mój klan nie toleruje obcych, a tu obcy są wszędzie. – Odezwał się po chwili, dziewczyna obróciła się w jego stronę.
– Czemu?
– Nie wiem. – Odpowiedział szczerze. – Może boją się obcych. Nasz gatunek jest mały, może i silny ale tylko po przemianie. Ludzka postać jest najbardziej odpowiednia i szanowana we wszechświecie. Uważani byliście za wojowników. Chcieliśmy też być tak postrzegani, stąd taka forma a nie inna.
– Ciekawe. – Odezwała się po chwili dziewczyna. – Teraz jesteśmy plagą a nie wojownikami.
– To, że plaga was dopadła nie czyni was nią. – Powiedział Izajah patrząc na twarz dziewczyny. Była w szoku. Widać było, że nie spodziewała się takiej odpowiedzi. – Dalej jesteście wojownikami. Walczycie z plagą by uratować waszą rasę i inne rasy. Gilbisy wystraszyły się, że skoro przyjmują postać ludzi, też mogą zachorować. – Dodał. Stanęli przed wejściem do szpitala. Znów rozejrzał się. – To strach spowodował, że podjęliśmy się pracy nad szczepionką z waszym gatunkiem, nie męstwo. Wy jednak okazaliście się wojownikami walcząc o swoich. O galaktykę.
Marta złapała chłopaka pod ramie. Izajah zaczerwienił się.
– To miłe usłyszeć coś takiego z ust obcej rasy. – Uśmiechnęła się. – Jesteś jednym z nielicznych, którzy nie widzą we mnie śmierci.
– Jakbym miał przez ciebie umrzeć, to nie z powodu plagi. – Zaśmiał się. Dziewczyna nie za bardzo zrozumiała dlaczego, ale nie chciała wnikać w to.
– Musisz tu zaczekać. Nie wpuszczają tu nikogo poza rodziną.
– Rozumie, usiądę na ławce, o tam. – Wskazał palcem na ławkę pod drzewem naprzeciwko szpitala.
– Dziękuję Izajah. Cieszę się, że mi towarzyszysz. Bałabym się iść sama przez miasto. Nie mam szczęścia ostatnio. – Przyznała.
-A ja mam. – Zachichotał i odszedł w stronę ławki.

Dziewczyna usiadła na krześle obok łóżka na którym leżał jej ojciec. Był podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Był taki wychudzony. Dziewczynie łzy popłynęły po policzku na jego widok. Złapała go za dłoń i wyznała wszystkie smutki i żale. Opowiedziała o sytuacji z Hanarią, o Nyo i Izajahu. O tym co się dzieje w domu i że zmieniła pracę. Siedziała u niego z pół godziny po czym wyszła ze szpitala.

Izajah dalej siedział i czekał na dziewczynę. Widać było, że chłopak trochę się nudził. Dziewczyna podeszła do niego i usiadła obok. Oparła się o ramie mężczyzny. Długo milczeli.
– Chyba najwyższy czas pójść na komisarjat. – Odezwała się po dłuższej chwili milczenia. Mężczyzna wstał i podał jej rękę. Marta złapała go i podniosła się. Nie chciała puścić jego dłoni. Mocno skrzyżowała z nim palce. Gilbis zarumienił się. Dziewczyna miała wrażenie, że chłopak nigdy nie miał dziewczyny, nie przebywał z płcią żeńską, nawet ze swojego gatunku. Coś ją jednak ciągnęło do niego. Miał w sobie coś, czego nie mogła zrozumieć, to coś powodowało, że jej serce waliło jak szalone. Powoli zbliżali się do komisariatu, gdzie już w drzwiach wejściowych stał Arthur z Anną. Marta puściła rękę Izajaha i pobiegła w stronę siostry. Chłopak stał i przyglądał się sytuacji. Marta zawzięcie coś tłumaczyła swojej siostrze a Arthur pocierał ręką swoje włosy na głowie. Marta znów coś powiedziała i odwróciła się w stronę Izajaha, pomachała ręką. Zrozumiał ten gest. Oznaczało to by podszedł do nich. Chłopak ruszył niepewnym krokiem. Czuł się źle w towarzystwie Anny, siostry Marty. Wyglądała na surową kobietę. Nie chciał jej z góry osądzać, nie znał jej, lecz bał się jej.
– Izajah poprosił tę kobietę by zeznała. – Mówiła dalej Marta. Izajah nie zdążył usłyszeć całego zdania, ale już wiedział o czym rozmawiają.
– Brawo. – Odezwał się Arthur. – Izajah, masz siłę sugestii. Nie pojawiła się tylko ta kelnerka ale zeznawał też starszy mężczyzna wraz z żoną i kilka przechodniów. Może powinieneś pracować dla nas w policji?
– Nie, dziękuję. Raczej bym się do tego nie nadawał. – Odpowiedział chłopak zakładając włosy z grzywki za ucho. Arthur zaśmiał się. Anna poprosiła oboje by również zeznali. Znów zostali rozdzieleni na komisariacie. Izajah poszedł z Anną, Arthur z Martą. Po paru minutach wypuszczono ich. Anna pożegnała się z siostrą w uścisku i pożegnała Izajaha, dziękując mu za pomoc. Młodzi wyszli z budynku. Marta zatrzymała się na ostatnim schodku. Niebieskowłosy Gilbis również zatrzymał się. Spojrzał na dziewczynę. Jej rude włosy lekko powiewały na wietrze. Robiło się ciemno, lecz mimo to jej oczy lśniły jak setki słońc. Izajah wiedział już, że ją kocha. Nie rozumiał, jak mogło się to stać ale kochał ją i nie chciał od niej odchodzić. Nie był pewien co do uczuć Marty. Raz bywała zdystansowana, raz bardzo bliska.
Dziewczyna uniosła lekko głowę. Zbliżyła swoje usta do jego ust. Pocałowała go, kolejny raz. Tym razem jednak, dał się ponieść emocjom. Złapał dziewczynę za biodra i wtulił ją w swoje ciało. To nie był dla niego zwykły pocałunek, wiedział, że on coś oznacza. Rudowłosa dziewczyna również dała się ponieść emocjom. Zwykły pocałunek zamienił się w namiętny. Całowała go coraz szybciej i w końcu włożyła swój delikatny język w jego usta. Ta wspaniała chwila trwała jakiś czas. Izajah jednak przerwał w pewnym momencie, spoglądając dziewczynie w oczy.
– Nie rób czegoś, co będziesz żałowała. – Powiedział do niej swoim silnym i zdecydowanym głosem. Dziewczyna kiwnęła głową. Chciała wykorzystać sytuację, chciała więcej. Nie rozumiała czemu ale tego pragnęła. Jednak Gilbis ją zatrzymał. Mogła tego żałować, miał racje. Nie chciała by to okazało się czymś przelotnym. Nie rozumiała swoich uczuć więc musiała przystopować. Jednak skupiła się na jego ustach, wpatrywała się w nie. Musiała spuścić wzrok. Zeszła z ostatniego schodka.
– Odprowadzisz mnie do domu? – Zapytała.
– Tak. Prowadź.
Marta już nie złapała Izajaha za rękę, szła obok niego, wpatrując się w beton. Chłopak widział, że czuła się niezręcznie.
– Namiętność to nic złego. – Odezwał się po chwili. – To rzecz, jak wy to mówicie? O. Rzecz ludzka. – Uśmiechnął się. Dziewczyna jednak milczała. Przeszli przez pas pieszych, minęli kilka sklepów sportowych, promujących nowy kurort sportowy w innym systemie słonecznym. Skręcili w lewo, w stronę parku w którym pierwszy raz Marta poznała Izajaha. Chłopak zrozumiał, że zawsze tędy wracała do domu, że wówczas jak poprosił przyjaciela o pomoc, to nie był zwykły przypadek.
– Izajah, jak to jest, że spotykam cię w takim dziwnym momencie w moim życiu? – Zapytała. Chłopak nie wiedział co ma jej odpowiedzieć. Milczał. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami. Kontynuowała. – W momencie, kiedy myślałam, że moje życie nie ma już sensu pojawiasz się ty. Ratujesz mnie niczym rycerz na białym koniu za każdym razem jak mam kłopoty.
– Nie posiadam konia. – Skomentował bardzo poważnie. Dziewczyna zaczęła się śmiać. Jej szczery śmiech niósł się na cały park. W końcu stanęli na tarasie widokowym. Miasto pod kopułą zaczęło lśnić w świetle nocnych świateł. Hologram nieba wyłączono i można było oglądać prawdziwe niebo, oraz wielkiego, gazowego olbrzyma.
– Czyż nie jest to piękne? – Zapytała. – Kosmos jest tak piękny. Jest tyle planet, znanych i nieznanych. Tyle nowych ras stworzeń! Tyle do zobaczenia a tak mało czasu.
Izajah zgodziłby się z jej teorią, ale on miał dużo czasu by zwiedzać, jego gatunek żył znacznie więcej niż ludzie. Jednak nie skomentował tego. Oparł się o barierki robiące za murek na tarasie widokowym. Patrzył w gwiazdy.
– Twoje oczy lśnią jaśniej niż te gwiazdy. – Powiedział po chwili. – Jak tysiące słońc. A włosy pachną jak tulipany.
– Przyjmuję taki komplement. – Uśmiechnęła się dziewczyna i również oparła się o barierki. Zawiał lekki wiatr. Izajah przyglądał się ukradkiem jak jej rude włosy lśnią jak szmaragdy. Była piękna dla niego. – Czas wracać do domu.
Izajah zgodził się z nią i ruszyli wzdłuż spokojnej dróżki. Była ona oświetlona chińskimi latarniami. Miało to swój urok. W końcu wyszli z parku. Dziewczyna pokazała chłopakowi palcem w miejsce po lewej stronie.
– Tam mieszkam, stąd dojdę sama.
– Jest ciemno i niebezpiecznie. Odprowadzę cię.
– Nie. – Uśmiechnęła się i złapała chłopaka za ramie. – Widzisz ten dom tam? Trzeci od prawej? To mój dom. Tam idę. Nie musisz iść ze mną. Po prostu patrz jak idę, a jak coś się stanie złego, zawsze zdążysz dobiec by mi pomóc.
– Rozumie. – Odpowiedział Izajah. Marta pocałowała go w policzek i odeszła. Mężczyzna obserwował jeszcze przez chwilę jak dziewczyna odchodzi i zbliża się do swojego domu. W momencie gdy wchodziła do mieszkania zauważył, że nie tylko on ją obserwuje. Za drzewem, nieopodal jej domu, stały skulone dwie postacie. Nie mógł dokładnie ich zobaczyć, jednak to jak się zachowywali nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Muszę być czujny – pomyślał Izajah. Stał i obserwował tę dwójkę z daleka, aż do momentu, gdy odeszli. Postanowił ruszyć za nimi, lecz zgubił ich już za pierwszą alejką. Musieli się zorientować, że Izajah ruszył za nimi. Chłopak nie miał wątpliwości, że ktoś chce czegoś od Marty i podejrzewał czego. Marta była wyjątkową istotą. Szybkim krokiem wrócił pod dom dziewczyny. Rozejrzał się. Okno na pierwszym piętrze było otwarte. Chłopak zmienił postać. Wyglądał teraz jak mała, niebieska galaretka. Podskoczył do gałęzi drzewa i wskoczył przez nie do pokoju. Okazało się, że wylądował w pokoju jej najstarszej siostry Ewy i jej męża. Nikogo nie było, słyszał głosy dochodzące z parteru. Domownicy toczyli jakąś rozmowę, nie skupił się na niej, gdyż jego wzrok przykuł monitor komputera. Izajah postanowił wrócić do ludzkiej formy, siadł przy komputerze i z niedowierzaniem patrzył na monitor. Były tam zdjęcia istoty podobnej do niego jak w pełni przemieni się, lecz istota ta była innego koloru i była kobietą. Widać było, że spała podczas robienia tych zdjęć. Najdziwniejszym szczegółem tych zdjęć było to, że owa istota spała na normalnym łużku w normalnym, dziewczęcym pokoju. Podejrzenia chłopaka sprawdziły się, teraz zrozumiał, czemu zachowuje się innaczej w towarzystwie Marty. Marta była żeńskim odpowiednikiem jego gatunku. Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna nie wie iż jest inna. Nie wyglądała na taką, co rozumiała to. Podczas ratowania dziewczyny po ataku Hanarii, jej twarz miała dokładnie ten sam kolor co kolor skóry istoty na zdjęciach. Izajah musiał dowiedzieć się więcej. Czemu ukrywają przed Martą, że jest Gilbisem, a dokładniej nową odmianą Gilbisa.
Chłopak odszedł od komputera i znów zamienił się w galaretowate stworzenie. Drzwi od pokoju były lekko uchylone. Bez problemu przecisnął się na korytarz. Rozglądał się za pokojem rudowłosej dziewczyny. W końcu usłyszał jej śmiech. Podskoczył szybko do jej drzwi, również były uchylone. Marta nie była sama. Siedziała na łóżku ze swoją siostrą i oglądały filmy na jej komputerze. Chłopak przecisnął się i po ciuchutku wskoczył do szafy dziewczyny. Musiał się upewnić, że Marta to ta istota na zdjęciach, musiał się upewnić, czy nic jej nie grozi. Miał nadzieję, że jeśli coś ją złego spotka, będzie na miejscu by ją ocalić.